U mnie nie mówiło się "na podwórko", tylko "na dwór". Oczywiście nie chodziło o jakiś budynek. Był to odpowiednik angielskiego "outside" "outdoor". Wychowywałem się na Wilczaku (okolice wiaduktu i pętli 3), potem na Jachcicach. Moje klimaty to żużlowe lub piaszczyste (ale jak piaszczyste!) osiedlowe drogi, las w środku miasta (teraz to mówię o tym park, wtedy to był las), strumyk i kanał na Wilczaku, poligon na Jachcicach. Ale było, jak piszesz, bardzo optymistycznie. Nawoływania, zabawy, miłości, przyjaźni, ... Takie moje podwórko "inaczej". Ale czy rzeczywiście "inaczej"? Emocje te same. komentowany materiał »