Jest taka starsza pani, lat 73, pisarka i satyryk, o której się ostatnio zrobiło głośniej niż zwykle. Maria Czubaszek, zamiast z rozanieloną twarzą prowadzać stadko wnucząt na karmienie ptaszków do Łazienek, bezczelnie i arogancko oznajmiła, że nie mieć dzieci jest cudownie, niepomna, ze jej bezdzietność łaskawie społeczeństwo tolerowało milczeniem.
Toż to rzecz straszna! Tak zwyczajnie powiedzieć, że się nigdy nie chciało mieć dzieci! Jak ona mogła! Przecież to nienormalne!
Jak ktoś mówi, że nie chce brać psa czy kota, nie chce mieć samochodu, nie chce oddawać organów po śmierci to jest okej, ale że się nie chce świadomie i z pełną odpowiedzialnością mieć dzieci - mówić nie wolno i koniec.
Dlaczego nie wolno nie tylko nie mieć dzieci ale i mówić takich strasznych rzeczy?
Bo macierzyństwo to dar boży, bo społeczeństwo się starzeje, bo nie będzie miał kto podać szklanki wody na starość, bo instynkt macierzyński, bo trzeba się poświęcać, bo nie wolno być egoistą, bo na emeryturę nikt nie zarobi, bo gatunek trzeba przedłużać, bo dzieci są słodkie, kochane i wspaniałe, bo to najważniejsza rola kobiety. Te uzasadnienia są średnią argumentów, które można wyczytać we wszelkich ‘okołoczubaszkowych’ komentarzach.
Z darem bożym dyskutować nie zamierzam, bo jedni mają boga inni Darwina i zwyczajnie dla nich dzieci biorą się z aktu płciowego, a nie z nieba. Społeczeństwo się starzeje, trudno – takie realia życia, że nikt się nie pcha w finansowe dołki z dzikim entuzjazmem, nie mając pewności co do swojej sytuacji materialnej, zawodowej czy zdrowotnej – a dzieci kosztują - również płytko myśląc finansowo.
Z tą starością i brakiem opieki, to już paskudny egoizm, myśląc w tych kategoriach sprowadzać dzieci na świat? Jasiu całe życie balował, a wszyscy mu mówili, Jasiu ożeń się, miej dzieci, bo na łożu śmierci nie będzie miał kto podać ci szklanki wody. Jasia w końcu przestraszyła perspektywa pragnienia na łożu śmierci. Ożenił się i miał wiele dzieci, harował jak wół zaprzęgowy. Na łożu śmierci powiedział tylko - ku..., gdybym ja w tedy wiedział, że kiedy będę umierał, wcale nie będzie mi się chciało pić…
Instynkt macierzyński… hmm… toć my przecież Homo Sapiens – znaczy myślący, dlaczego więc "wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych, mniej lub bardziej skomplikowanych swoistych dla danego gatunku istotnych dla jego przetrwania" ma określać w najprymitywniejszy sposób nasze postępowanie? Poświęcenie – często z tego biorą się pretensje, poświęcenie oznacza rezygnację z czegoś, Poświęcamy coś poświęcamy dla czegoś, po czasie oczekuje się wdzięczności lub rewanżu, a gdy tego nie ma jest zgorzknienie, pretensje i żale, czy poświęcenie jest dobrym motywem? Egoizm, a na ile egoizmem jest chorobliwa wręcz chęć posiadania własnych dzieci – bo ja chcę i już, nieważna cena, cel uświęca środki… można by się rozpisywać o surogatkach. Zarabianie na emeryturę to już jest patologia naszego systemu emerytalnego, bo w końcu każdy na siebie zarabiać powinien, po to pracuje przecież. Przedłużanie gatunku – ziemia przeludniona, nasz gatunek wybrakowany genetycznie, brak naturalnej selekcji… czy faktycznie jest to tak konieczne? To czy dzieci są słodkie kochane itp. to już raczej pogląd subiektywny… jednego rozczula, drugiego niekoniecznie. Uwierzycie, że Hitler i Stalin też byli słodkimi rozkosznymi bobaskami?
Maria Czubaszek otworzyła puszkę Pandory. Okazało się, że nie ona jedna ma takie zdanie, ale niewielu ma odwagę o tym mówić, że są ludzie na tyle znający siebie, że słuszniejsze wydaje im się świadome ‘niemacierzyństwo’, aniżeli przypadkowe, z nastawieniem jakoś tam będzie.
Są ludzie dla których odpowiedzialność nie jest pustym słowem, którego zastosowania inni w praktyce uczą się dopiero postawieni w obliczu dzieci, ze wszystkimi błędami, żalami i pomyłkami. Przy okazji pani Maria podkreśla wielokrotnie, że to bardzo dobrze, że ludzie mają dzieci, bo tego chcą, bo człowiek swoje potrzeby powinien zaspokajać, popiera opcję In vitro dla tych których natura zawiodła i kibicuje rodzicom wśród znajomych jak i wśród słuchaczy czy czytelników.
No i prawie zapomniałam – najważniejsza rola kobiety. Czy naprawdę o istotności naszej egzystencji decyduje zdolność do rozrodu? O ile wiem jest to niezwykle istotne w przypadku hodowli zwierząt rasowych, ale czy nas kobiety Homo Sapiens determinuje fizjologia? Czy zmarła wczoraj noblistka Wisława Szymborska była niepełnowartościowym człowiekiem bo była bezdzietna?
Może chodzi tylko o to, żeby nie wpychać innych na siłę w swój własny prywatny schemat szczęścia i nie oceniać drugiego przez pryzmat swojego prywatnego sytemu wartości? Najpierw powiem ci co ci wolno, a potem powiem ci co masz myśleć… nieładnie.
Przy okazji czytania wszelkich dyskusji dotyczących Marii Czubaszek, dowiedziałam się, że ciężka większość potępiających brak macierzyńskiego zacięcia pani Czubaszek to mężczyźni… czyli w temacie macierzyństwa, niepodważalni eksperci. Może czas pogadać z żonami, może żonom wcale nie było aż tak błogo jak się społecznie wymaga, kiedy siedziały w domu z nosem w kupkach, pieluchach i obiadkach?


Duży plus za ten tekst !!!
Fantastyczny wpis!
O! Dzięki za czytanie :) Sądziłam, że piszę w powietrze :)
absolutnie ŚWIETNY tekst!
Czyta się, czyta, tylko nie zawsze się komentuje. ;)
Komentarze często ciekawsze od artykułów...
"Nikt w Polsce nie zmusza kobiet do rodzenia dzieci,ale mówienie o niechęci do dzieci jest niemoralne."
http://wyborcza.pl/1,75248,11099554,U_Lisa_sad_nad_Czubaszek__Rutkowskim_i_policja.html?as=3&startsz=x