Zespół Calgary Flames poniósł sromotną porażkę w starciu z Vancouver Canucks. W meczu rozgrywanym w hali Rogers Arena w Vancouver gospodarze wygrali 5:1.
Na początku wcale nie zanosiło się na tak druzgocące zwycięstwo Canucks. Flames stawiali opór, na dodatek zdobywając jedynego gola w pierwszej tercji. Strzelcem został Alex Tanguay (18:34), co było jednym z 13 strzałów oddanych na bramkę gospodarzy, którzy mieli o 3 strzały mniej.
Wydarzenia pierwszej odsłony podziałały jak kubeł zimnej wody, mobilizując Canucks do większego wysiłku w następnej tercji. I tak, do wyrównania szybko doprowadził Kevin Bieksa (05:13), a pod koniec tercji (19:01) Chris Higgins dał Canucks prowadzenie. Flames tymczasem nie potrafili zebrać się na odpowiedź, tracąc większość werwy z początku meczu.
W ostatniej tercji zaczęła się prawdziwa walka o byt, sprawiająca, że mecz stał się bardzo zacięty. Po pięciu graczy z każdej z drużyn musiało zjechać na ławkę kar.
Jednak z opresji obronną ręką wyszli jednak Canucks, którzy na dodatek zapunktowali aż trzykrotnie. Na 3:1 podbił David Booth (00:40), który także asystował w poprzednich dwóch golach. Po nim gola zaliczył Jannik Hansen (01:54), a na 5:1 wynik ustalił Daniel Sedin (05:42).
Szkoleniowiec gospodarzy Alain Vigneault szczególnie chwalił po meczu Bootha, Keslera oraz Higginsa, którzy bezpośrednio mieli największy wpływ na wynik rozgrywki.
„Oni trzej mają ogromny potencjał,” mówił Vigneault. „Jest w nich coś szczególnego, i wiedzą jak to wykorzystać.”
Natomiast znacznie mniej powodów do radości miał trener gości Brent Sutter, jeszcze pamiętając przegraną 5:3 z Edmonton Oilers.
„Pierwsza tercja była tak samo udana jak wszystkie inne w tym sezonie. Jednak jak tylko strzelili nam tego pierwszego gola, to przestaliśmy się starać i zaczęliśmy popełniać błędy,” powiedział Sutter.
NHL: Canucks stłumili Płomienie
- Nikt jeszcze nie skomentował

