- Gdzie mieszkasz? W Bydgoszczy? Bydgoszcz to nie miasto, to stan umysłu - powiedział mi znajomy fotograf, kiedy ostatni raz odwiedziłem moje rodzinne strony. To samo usłyszałem ostatnio od sąsiada.
Podjąć się opisania spiritus loci to sprawa raczej trudna. Czy w ogóle istnieje duch Bydgoszczy? Mam ten atut, że nie urodziłem się tutaj, widzę więc wiele spraw z boku.
Znajomi, których czasem tu sprowadzam, raczej komplementują miasto, zwłaszcza okolice Rynku i Wyspę Młyńską. Gorzej gdy zaprowadzić ich na Gdańską - ulica nie robi wrażenia, a wieczorami bywa tu durno i straszno. I pusto, jak na "salon miasta" zdecydowanie zbyt pusto.
Tak po za tym - to jednak małe miasto. Wszyscy się tu znają. Gdzie nie pójdę widzę przeważnie te same twarze. Bardzo dużo zamkniętych kręgów.
Lubię klimat dziesiątek małych sklepików osiedlowych, które z innych miast w większości dawno już wyparowały. Małych zakłady usługowych schowane gdzieś w bramach. No i kamienice. Odpadające tynki: wszystko czeka już na kres, na koniec. Niechybnie nastąpi prędko.
Wszystko to już widziałem w Łodzi, Szczecinie, we Wrocławiu. Tylko, że Bydgoszcz - miasto z olbrzymim potencjałem, nigdy nie będzie takim na przykład Wrocławiem (obym się mylił!). Ta 350-tysięczna metropolia cierpi na syndrom małego miasteczka - generalnie słabe uczelnie (z wyjątkami - aby zostawić sobie furtkę na wypadek gdyby ten lub ów chciał się przyczepić), wolno jeżdżące tramwaje, biegacze z betonu i ilość dresów nigdzie indziej nie widziana (no i, byłbym zapomniał, Amy Winehouse:)). Strasznie dużo smutnych twarzy (tu znowu furtka) i, z drugiej strony, masa niesamowitych imprez na które przychodzi po kilkanaście albo kilkadziesiąt osób w najlepszym wypadku. No, chyba, że gra Czesław, to wtedy zwala się do Mózgu 200 osób i wszyscy duszą się, bo wentylacji chyba tam nie ma. Zastanawiam się wtedy gdzie podziewają się ci wszyscy ludzie na codzień. Zrezygnowali? Kują w domach na egzamin u profesora Dyszaka? Pojęcia nie mam.
Gdzie jesteście obywatele Bydgoszczy?
Na koniec ładny kawałek z Darłowa. Świadomość rządzi.
Bydgoszcz jako stan umysłu. Takie pitu pitu na początek.
omni
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 81
- Wpisów na blogu: 3
- Komentarzy: 57
- Miejsc na mapie: 0


w moim fyrtlu to raczej duch biedy, beznadziei i z dnia na dzień
Można by długo dyskutować na temat zaniedbanych części miasta, na temat konsekwentnie hamowanego potencjału ul. Długiej, Gdańskiej i Dworcowej. Można by snuć wywody na szeroko pojęty temat uczelni. Wystarczy jednak spojrzeć na mały wycinek zagadnienia - młodzi ludzie, studenci, generalnie "młode i średnie pokolenie". Miasto to przecież właśnie ludzie. Na swoje nieszczęście Bydgoszcz to miasto zakompleksionych i mało ambitnych pasożytów ograniczających często fantastyczne inicjatywy. Miasto leniwych i pustych zombie bez pomysłu na siebie i swoją przyszłość. Małomiasteczkowa zawiść, ciekawskość, psychologia niewykorzystanych szans i straconych nadziei. Kompleksy i jeszcze raz własne kompleksy zrzucane na kark miasta jako takiego, swoistego "grajdołu bez wyrazu i perspektyw". Do tego katastrofalny dobór kadr w instytucjach i urzędach mających wpływ bezpośrednio na wizerunek miasta i to, co się w nim dzieje. Powszechnie panująca bylejakość, tumiwisizm i olewactwo a z drugiej strony szpan i lans najniższych lotów. Tak, nie mam dobrego zdania o bydgoszczanach w swojej masie, ogóle. Ale na powierzchni tego bajora unoszą się na szczęście jednostki wybitne. Tylko dlaczego muszą odwalać tak syzyfową pracę promując swoje pomysły na zmianę tego miejsca? Dlaczego tak mało jest ludzi chcących czegoś więcej niż tylko wieczorne piwo na Starym Rynku? Nie rozumiem tego od lat. Przecież nie można wszystkiego składać na kark "robotniczej" historii miasta (oczywiście jedynie kilkudziesięciu ostatnich lat). Smutne i żenujące jest obserwowanie lub uczestnictwo w imprezach, gdzie organizatorów jest więcej niż uczestników. A zdarza się tak regularnie. Przykro na to wszystko patrzeć zwłaszcza z perspektywy osoby która się tu urodziła i szczerze kocha to miasto z jego ogromnymi wadami i nielicznymi zaletami. I wierzcie mi, że napisałem te słowa nie po to by dowalić komukolwiek, ale przez totalną bezsilność na otaczającą mnie rzeczywistość.
Masz racje @omni, iż Bydgoszcz "cierpi na syndrom małego miasteczka". Tylko, że moim zdaniem nie są temu winne słabe uczelnie, wolno jeżdżące tramwaje czy"biegacze z betonu" a władza miasta jest tego powodem. Co tam Wrocław, Szczecin wystarczy spojrzeć na miasta naszego regionu Toruń, Inowrocław jak w ostatnim czasie się rozwinęły i wypiękniały. Pięknie odrestaurowane większości stare budynki, ulice, parki, nie to co w Bydgoszczy Stare Miasto, Wyspa Młyńska a reszka straszy RUINĄ. Może należałoby wymusić większą aktywność "WŁADNYCH" naszego miasta na to by pobudzić do życia bąć co bąć tak piękne miasto jakim jest Bydgoszcz.
incognito napisał dokładnie to, czego ja nie potrafiłam ubrać w słowa. nie umiem, i nawet nie już nie próbuję o tym rozmawiać ze znajomymi, którzy rozjeżdżają się po Polsce na stałe byle jak najdalej stąd. nie chce im się tworzyć tego miejsca, wolą gotowce: Warszafka, Wrocław, Poznań, Kraków, Trójmiasto. A ja czasem przeprowadzam wewnętrzne rozmowy i nawet w mojej głowie zdanie "Wracam tu po studiach, chce pomóc temu miastu" brzmi niedorzecznie. Mimo to wciąż wierzę, że wytworzenie wyjątkowej marki "Bydgoszcz" jest możliwe.