Z ciekawości czytam czasem różne fora opcji przeciwnych do mojej. Często są to fora organizacji zbliżonych do JKM. KoLiber, czy WiP, a teraz nawet UPR-WiP. Czytam z czystej ciekawości – lubię wiedzieć, co słychać u „moich przeciwników”. Po to chociażby tylko, aby zobaczyć jak mi daleko do cudzych poglądów, albo jak ewoluuje myśl polityczna w rożnych środowiskach.
Na forum KoLibra, zaciekawił mnie pewien temat odnoszący się do wyborów powszechnych. Temat, jakby nie patrzeć dość ważny i poważny, jeżeli chodzi o demokrację. W końcu to od tych wyborów zależy przede wszystkim to, jak będzie kształtowała się władza na danym szczeblu, przez następną kadencję. Ba, czasem mamy nawet możność zadecydowania o konkretnych dokumentach – w drodze referendum. Dlatego też, temat otworzyłem. A cóż tam znalazłem?
Niebywale prosty sposób, na „polepszenie skuteczności sprawowania władzy”. W obliczu wyrazów dezaprobaty społeczeństwa, która bądź co bądź przejawia się różnie (bojkoty wyborów, cuda na kartach wyborczych, demonstracje itd.), należy dać prawo wyboru tylko tym, którzy uiszczą stosowna opłatę (z tego co doczytałem, był to nawet postulat wyborczy JKM i jego frakcji). Co do jej wysokości, to była kwestia sporna (10-30 złotych jak dobrze pamiętam).
Ciekawy pomysł. Nie powiem. Słusznie jednak ktoś zauważył, że istnieją grupy bezrobotnych i uczących się. No i są tez ludzie ubodzy. I co wtedy? Na chwilę, w której czytałem posty, odpowiedzi nie znalazłem. Czy osoby te, zostaną wykluczone więc z grupy osób, mogących decydować, pośrednio ale jednak, o swojej przyszłości? Bo przecież znajdzie się wiele osób, które będzie wolało te „parę złotych” wydać na coś, dla tej osoby, pożyteczniejszego i bardziej niezbędnego, aniżeli udział w wyborach. Szczególnie, gdy będzie wiązało się to z poczuciem bezsensu wyborów w ogóle.
Sam wolałbym kupić sobie coś do zjedzenia, czy zafundować „małą wycieczkę” (wyjazd na obrzeża miasta, czy coś tego typu), aniżeli płacić za możność oddania głosu – szczególnie, gdy kandydat nie uzyskałby mandatu w wyborach (ja płacę, ja żądam?).
Śmiem twierdzić, że pomysł ten jest pomysłem dobrym – jeżeli na celu miałoby się ograniczenie demokracji (i wolności) na rzecz tych, którzy są przy kasie. W ten sposób, władza będzie mogła być łatwiej sterowana przez pewne grupy społeczne – władza reprezentowałaby interesy jeszcze mniejszej grupy osób jak teraz. I szczerze mówiąc, nie znajduję wyjaśnienia dla pomysłów tego typu.
*Całe szczęście, że znalazły się tam - na forum, osoby o trochę innym zdaniu
Chcesz decydować? Płać!
Daniel Kaszubow...
2 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 20
- Wpisów na blogu: 239
- Komentarzy: 717
- Miejsc na mapie: 10


Podatki też płacimy i g... z tego mamy :D
Gdyby wprowadzić opłaty za głosowanie, to przynajmniej zmniejszyłyby się koszty samego przedsięwzięcia. Liczba głosujących byłaby dużo mniejsza, w związku z tym wymagana byłaby mniejsza liczba komisji wyborczych. A poza tym byłby wyścig — która partia ma bogatsze poparcie :D Nie zdziwiłbym się, gdyby nasz ukochany polski kościół akatolicki wykorzystał swoje miliardy, opłacając głosowanie dla wszystkich wiernych z parafii, którzy zadeklarują głosowanie na konkretnych kandydatów...
I tu się mylisz - a co z kasami, rozliczeniem, potwierdzeniem wpłat? ;>
i wykazaleś kolejne zagrożenie płynące z tego tytułu ;)
hmm Ty masz g... a inni mają chociażby drogi, komunikację czy różnego typu służby opłacane właśnie przez te podatki.
Fakt że system ma sporo dziur ale to inna kwestia.
Nie zdziwiłbym się, gdyby Ci wszyscy frustraci najeżdżający przy każdej okazji na KK (chociaż sam post ani słowem o tej instytucji nie wspomina) od ust sobie odejmą, do providenta pójdą aby tylko zagłosować przeciw niemu.
Naprawdę w to wierzycie :> Że wierni posłuchają proboszcza? Przecież nie od dziś wiadomo, że celowo mu na przekór zrobią. Taka natura.
Myślę, że kasy itd. nie stanowiłyby dodatkowego kosztu, bo wszystko byłoby rozliczane przez istniejące aparaty finansowe. Powstałyby jedynie dodatkowe koszty do księgowania.
Bardziej obawiałbym się właśnie nieodpowiedniego ukierunkowania rządów...
„Ty masz g... a inni mają chociażby drogi, komunikację czy różnego typu służby opłacane właśnie przez te podatki.”
Sugeruję porównać to, co mają ludzie opłacający podatki w krajach w lewo od Polski i wówczas zadać sobie pytanie: Co my mamy z tych podatków?
Drogi — po których nie da się jeździć. Infrastrukturę pieszo-rowerową — pozostawię bez komentarza. System lecznictwa — hmmm.... Emerytury — jeszcze dłuższe hmmmmmmmm..... Sprawność załatwiania spraw w urzędach — pozostawia wiele do życzenia (łącznie ze standardem obsługi). A przy tym liczba urzędników, pracowników administracji, sejmowych wyjadaczy i kasa, jaka idzie na ich wynagrodzenia i inne zbytki — bezcenne.
Dowody słuchania proboszcza przez wiernych mieliśmy chociażby przy okazji wygranej Kaczyńskiego w wyborach. Są całe masy dowodów w mniejszych miejscowościach i wsiach. Niestety, w dużych miastach również. W Polsce kościół katolicki ma bardzo mało wspólnego z wiarą, ale to temat na inną dyskusję.
I wybacz, ale nie jestem frustratem, lecz osobą trzeźwo patrzącą na życie i otaczający świat. Największą słabością fanatyków jest właśnie takie ocenianie strony przeciwnej (:
Wiadomo - to drugie zagrożenie byłoby dużo większe. i to nie tylko ze względu na Kościół, ale przede wszystkim ze względu na kupowanie głosów.
do tych na lewo nam brakuje, ale zauważ, że mamy kilkadziesiąt lat w plecy. Zresztą możesz nas porównać do tych, którzy nas maja na lewo i już tak źle nie jest :]
Jak napisałem system ma dziury (spore, liczne), ale jest w wielu kwestiach niezbędny. Zresztą nie chodziło o to, ale ogólnie o sam mechanizm: pojedynczy człowiek drogi nie wybuduje, większa grupa już tak.
Co do fatyków to Ciebie zaskoczę: jak dotąd nie zdarzyło mi się głosowałe na tych kojarzonych z kościołem. Większą wagę przykładam do gospodarki niż światopoglądu w państwie.
Co do moich słów: zauważ, że mimo tego iż jakieś 90% społeczeństwa uważa się za Katolików to wyniki wyborów tego nie potwierdzają. Czyli co? Chyba średnio słuchają :]
Dlatego właśnie napisałem, że polski kościół z wiarą ma niewiele wspólnego (;
Głównym czynnikiem, który składania mnie do porównywania PL z krajami zachodnimi jest fakt, że mamy cholernie wysoki stosunek podatków do zarobków — w ten sposób nasz kraj powinien być luks. Podatki idą w górę, wynagrodzenia stoją lub idą w dół, a kraj upada. Duża część młodych ludzi siedzi i nic nie robi (lub robi coś, w czym się nie spełnia), starsi ludzie obawiają się o to, czy za rok będą mieć za co jeść. Ale jeden z kierowników oddziału NFZ zarabia kilkanaście tysięcy miesięcznie, radni dostają stosunkowo duże pieniądze za to, że posiedzą, czasem coś powiedzą i wrócą do domu, nie mówiąc o innych przedstawicielach, piastujących wyższe stanowiska w różnych urzędach :/
Kraje na wschód od nas nie chwalą się na arenie międzynarodowej tak, jak robi to polski rząd — to drugi czynnik, który niejako zmusza do porównań.
się z Zachodem, ani ze Wschodem (względem Polski) tylko działajmy, żeby to do nas się porównywano. No i nie sprzedawajmy demokracji ;)