Jestem cały czas pod wrażeniem humanistycznego podejścia do pacjenta w Anglii, a tu trzeba przyznać punkt karny za nieodpowiedzialną procedurę przesyłania dokumentów do angielskich urzędów.
Dokumenty. Starając się o pozwolenie na pracę (jesteśmy w Unii, ale pozwolenie musi być), benefity czy tutejszy nr NIP należy okazać oryginały takich dokumentów jak świadectwo urodzenia dziecka, paszport, dowód osobisty. Okazanie oznacza wysłanie do odległego miasta, ponieważ dany urząd jest odpowiedzialny za obsługę całego hrabstwa i nie mieści się akurat w mojej wsi, najbliższym mieście, mieście najbliższym najbliższemu miastu. Dokumenty, po weryfikacji, urzędnicy odsyłają. Zwykłą pocztą. Co oznacza, że listonosz z moim paszportem przychodzi i wrzuca mi go w okienko w drzwiach do przedpokoju. Jeszcze żaden dokument mi nie zaginął, ale jestem pełna obaw.
W kategorii duperele zwróciła moją uwagę pizza. Dwa dni temu znajomi przyjechali z wizytą, pizzami właśnie, japońskim piwem Asahi, orzeszkami, nachos, dipami i napojami. A na środku każdej pizzy małe rusztowanie – żeby pokrywa pudełka nie dotykała pizzy.

Dzikie zwierzęta. W tygodniu podszedł pod mój dom lis. Od strony tylnego ogrodu. Dzieliła nas tylko ściana kuchni, więc jak pobiegłam po aparat fot. to już po lisie śladu nie było. Sąsiedzi odwdzięczyli się opowieścią o kuropatwie w ich ogrodzie. Mieszkamy na gęsto zalesionym i zakrzewionym terenie, stąd te przywileje. Niech przychodzą, są mile widzianymi gośćmi. Ale kompostownik lepiej ogrodzę. Jedzenia, dla własnego bezpieczeństwa, niech szukają w lesie.
Polska : Anglia 9:25
c.d.n.


Dokumenty....oj tak, też miałam obawy...i nadal mam z tym problemy. Wyjazd z Anglii wcale nie ułatwił sytuacji. Wszystkie dokumenty wysyłam średnio raz na 3 miesiące. Na szczęście już nie potrzebują mojego dowodu...ale orginały umów z polski już tak....
Lekka paranoja...ale co zrobić...muszą mieć jakieś minusy :)
"Rusztowania" do naszych pizzerii również dotarły :)
no właśnie Bacha mi mówi!
ja byłam "podniebiennie" związana z DaGrasso, a oni nie mieli
To dobrze, że oryginały z Polski się liczą, a nie tam jakieś fałszywki.
a ja takie taboreciki już widziałem i to w PL :)
W Londynie chodzi ich po ulicach więcej niż bezpańskich psów. Są mniej przyjazne, pewnie bardziej niebezpieczne. Do tego wszędobylskie wiewiórki, które w przeciwieństwie do polskich są szare. No i szczury. Ponoć na jednego mieszkańca Londynu przypada 1,5 szczura.