Ja jednak to zrobię. Do zakończenia mojej przygody z Metro 2033 Glukhovsky'ego został mi jeden rozdział, czyli jakieś 40 stron. Nie wiem, czy uda mi się dzisiaj odeprzeć pokusę jego pochłonięcia. Do rzeczy jednak! Od czasów kiedy przeczytałem Bastion S.Kinga nie miałem okazji spotkać się z lekturą, która wciągnęłaby mnie tak bardzo jak Metro. Nie jestem w stanie dokładnie określić tego co konkretnie mnie zachwyca w tym dziele, a nie napiszę, że całokształt, gdyż to zbyt banalne. Być może chodzi tu o niezwykły świat, w którym żyją niedobitki ludzkości, a może o ich kulturę, być może chodzi o to w jaki sposób mówią o końcu świata - nieee takiego zwrotu tam nie ma. Jest "życie przed tym", "życie zanim", "wtedy". Tak naprawdę nie dowiadujemy się z książki co się stało, nie wiem kto rozpoczął, nie wiemy nawet, jak długo "to" trwało. Dowiadujemy się natomiast, że ludzkość zmieciona została z powierzchni ziemi "tradycyjnie" tj. zwykłymi rakietami, ale będzie również mowa o bombach atomowych, i biologicznych.
Oj tak. Każda chwila z tą książką była epicką przygodą i niestety zaczyna mi doskwierać już niedosyt. Kiedy Artem docierał do swojego celu (o ile jest to jeszcze ten sam cel, który został mu postawiony na początku książki), ja przyłapałem się, że z żałością mierzyłem wzrokiem grubość stron, które pozostały do końca. Jest na szczęście ku temu ratunek: druga część metra. Tak, już wiem, że szybko się za nią zabiorę, tylko jeszcze nie wiem, jak to będzie z moim rozstaniem się z głównym bohaterem, Artemem, z którym bardzo się zżyłem ;)
Tymczasem dla zainteresowanych fragment Metro 2033 (nie ma wpływu na fabułę, ponieważ to, że była apokalipsa doskonale wiemy). Ja odczytuję to nawet jako swego rodzaju manifest...
"Nie musicie dusić mnie własnymi rękami, nie musicie nawet patrzeć na moją agonię... Bądźcie przeklęci ze swoimi maszynami! Pozbawiliście wartości i życie, i śmierć... Uważacie mnie za szaleńca? Ale prawdziwymi szaleńcami jesteście wy, wasi ojcowie i wasze dzieci! Czy nie było niebezpiecznym szaleństwem , by próbować podporządkować sobie całą ziemię, nakładając na naturę wędzidło, zamęczyć ją aż do piany na ustach i konwulsji? A potem, z nienawiści do siebie i takich, jak wy, próbować ostatecznie się z nią rozprawić? Gdzie wy byliście, kiedy świat się rozpadał? Widzieliście jak to było? Widzieliście to, co widziałem ja? Niebo, które najpierw spłonęło, a potem zasnuło się kamiennymi obłokami? Wrzące rzeki i morza, wypluwające na brzeg ugotowane żywcem stworzenia, a potem tężejące w lodową galaretę? Słońce, które zniknęło z nieboskłonu na długie lata? Domy, w ułamku sekundy obrócone w pył, i żyjących w nich ludzi, obróconych w popiół? Słyszeliście ich krzyki o pomoc?
(...)
Czy widzieliście śmierć tego świata?
(...)
Kto wie, jak nazywali się ci, którzy jednym przyciskiem guzika, nawet nie wiedząc tego, co to powoduje, ścierali z powierzchni ziemi setki tysięcy ludzi?"
Piękny opis. Przerażająco piękny.
Siedziałem kiedyś i myślałem o tym, że tak naprawdę, gdyby coś się na świecie stało, pewnie nawet nie zdążylibyśmy się o tym dowiedzieć. Być może na sekundy przed wyparowaniem zobaczylibyśmy oślepiające, piękne światło... i ciemność. Doszedłem wówczas do wniosku, że lepiej o tym za często nie myśleć. Zasadniczo uważamy, że zagrożenie tego typu jest nierzeczywiste. Jednakże im dłużej żyję na tym świecie i im częściej czytam o tym, do czego jako gatunek jesteśmy zdolni, tym mniejsze mam wątpliwości co do tego, że kiedyś sami się unicestwimy. Nie będzie to wielka fala tsunami, nie będzie to asteroida wielkości ćwiartki naszej niebieskiej kuli, nie będzie to wybuch super-wulkanu, ani ogromne trzęsienia ziemi, nie będą to ani globalne ocieplenie, ani mini epoka lodowcowa. I napisał to optymista ;)
Dobranoc Bydgoszcz!
Nie chwal książki przed ostatnią stroną?
Krystian Kempiń...
55 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 50
- Wpisów na blogu: 57
- Komentarzy: 584
- Miejsc na mapie: 5


Bardzo dobry tytuł.
Za długi na tytuł książki (chociaż "Prowadź swój pług przez kości umarłych" nie powinien się przyjąć, a się przyjął), ale idealny na tytuł wpisu na blogu.
Jest mi bliskie to o czym piszesz. O samozagładzie i żałobie po dobrze napisanej książce.
Sięgnę po Metro 2033. Jeśli mi się nie spodoba to Ci "się sięgnie" nieliteracko ;)
obecnie kończę 2034, obydwie części warte polecenia :)