*

Pewnego grudniowego dnia...

Dodane 2010-12-26 00.00, komentarzy 0 - dodaj komentarz Miejsce: Bydgoszcz Tagi: ulica święta normalni ludzie

23 grudnia to jeden z dni w kalendarzu kiedy markety przechodzą szturm klientów w związku z

nadchodzącymi świętami. Na ulicach miasta owego zakupowego szału raczej nie widać,ale wokół

marketów zauważalne tłumy ludzi i powstające korki samochodowe.Niby większość zrobiła zakupy

już wcześniej,ale zawsze coś tam brakuje lub o czymś zapomniano w tej choinkowej gonitwie.

Miasto i ulice bydgoskie także w jakiś sposób przypominają nam o zbliżających się

świętach.Nie tylko za sprawą świątecznych dekoracji,ale i różnorakich stoisk na chodnikach

gdzie każdy chce sprzedać jeszcze dziś to co nie będzie miało jakiegokolwiek popytu za dni

parę.
Wyspa Młyńska bardzo opustoszała i wyludniona. Prawdę mówiąc w nocy spotkałem więcej ludzi tam

spacerujących aniżeli w godzinach popołudniowych.Na Starym Rynku znikomy ruch na tafli

postawionego lodowiska.Gdyby przyjrzeć się przechodnią widać ich niczym mrówki lub

zaprogramowane automaty przechodzące w obu kierunkach poruszając się po wydeptanych

ścieżkach na płycie Starego Rynku.Nie opodal na ul.Długiej kończy się codzienny

jarmark.Owszem bardzo skromny w ilość punktów handlowych, ale nie zapominajmy jaką mamy

pogodę.Przy jednym z nich można skosztować grzanego wina.Smakuje wspaniale a i wartości

rozgrzewcze jego wielkie.Można się ogrzać także przy koksowniku, aczkolwiek

zalety"grzańca" są odczuwalne i wcale nie ma takiej potrzeby. Wszytko przebiega w

niesamowicie miłej atmosferze. Jakiś gość przynosi szynkę z żubra, ktoś wcześniej już

pozostawił makowca.Śmiało można się częstować. Szynka trafia na drewno i jest opalana na

ogniu. Centrum miasta atmosfera wręcz pikniku.Jedni przystają inni już się oddalają.Nagle

ktoś z przechodniów wyjął coś z torby do jedzenia i położył na radiu dzieląc się z

wszystkimi.Grzańca nie da rady już sprzedać zatem jest bezpłatną formą poczęstunku.
Wszytko jak wspomniałem w spokojnej miłej atmosferze wśród przypadkowych ludzi, którzy

wzajemnie się nie znają.Być może niekiedy pokrzywdzonych przez los,ubogich ale jakże

otwartych do innych i tego co dookoła.Dziwi taka sytuacja gdy na co dzień mamy do czynienia z

wyrachowaniem i nienawiścią płynącą zza sąsiedniego biurka lub drugiej strony monitora.

Przełożonych, kierowników a i zwykłych ludzi, którym się wydaje,że jak o jeden świstek czy

szkołę więcej ukończyli to pozjadali wszystkie rozumy.Niestety są tylko ważni za tymi

swoimi biurkami i posadami. Gdy wyjdą zza nich są często zerami.Nie dorastają do pięt tym

przypadkowym ludziom, których w środę miałem przyjemność spotkać.Ich spontaniczności,

szczerości i nie wywyższaniu się.Taki jest ten świat.

zgłoś nadużycie
Autor zablokował możliwość komentowania tego wpisu