23 grudnia to jeden z dni w kalendarzu kiedy markety przechodzą szturm klientów w związku z
nadchodzącymi świętami. Na ulicach miasta owego zakupowego szału raczej nie widać,ale wokół
marketów zauważalne tłumy ludzi i powstające korki samochodowe.Niby większość zrobiła zakupy
już wcześniej,ale zawsze coś tam brakuje lub o czymś zapomniano w tej choinkowej gonitwie.
Miasto i ulice bydgoskie także w jakiś sposób przypominają nam o zbliżających się
świętach.Nie tylko za sprawą świątecznych dekoracji,ale i różnorakich stoisk na chodnikach
gdzie każdy chce sprzedać jeszcze dziś to co nie będzie miało jakiegokolwiek popytu za dni
parę.
Wyspa Młyńska bardzo opustoszała i wyludniona. Prawdę mówiąc w nocy spotkałem więcej ludzi tam
spacerujących aniżeli w godzinach popołudniowych.Na Starym Rynku znikomy ruch na tafli
postawionego lodowiska.Gdyby przyjrzeć się przechodnią widać ich niczym mrówki lub
zaprogramowane automaty przechodzące w obu kierunkach poruszając się po wydeptanych
ścieżkach na płycie Starego Rynku.Nie opodal na ul.Długiej kończy się codzienny
jarmark.Owszem bardzo skromny w ilość punktów handlowych, ale nie zapominajmy jaką mamy
pogodę.Przy jednym z nich można skosztować grzanego wina.Smakuje wspaniale a i wartości
rozgrzewcze jego wielkie.Można się ogrzać także przy koksowniku, aczkolwiek
zalety"grzańca" są odczuwalne i wcale nie ma takiej potrzeby. Wszytko przebiega w
niesamowicie miłej atmosferze. Jakiś gość przynosi szynkę z żubra, ktoś wcześniej już
pozostawił makowca.Śmiało można się częstować. Szynka trafia na drewno i jest opalana na
ogniu. Centrum miasta atmosfera wręcz pikniku.Jedni przystają inni już się oddalają.Nagle
ktoś z przechodniów wyjął coś z torby do jedzenia i położył na radiu dzieląc się z
wszystkimi.Grzańca nie da rady już sprzedać zatem jest bezpłatną formą poczęstunku.
Wszytko jak wspomniałem w spokojnej miłej atmosferze wśród przypadkowych ludzi, którzy
wzajemnie się nie znają.Być może niekiedy pokrzywdzonych przez los,ubogich ale jakże
otwartych do innych i tego co dookoła.Dziwi taka sytuacja gdy na co dzień mamy do czynienia z
wyrachowaniem i nienawiścią płynącą zza sąsiedniego biurka lub drugiej strony monitora.
Przełożonych, kierowników a i zwykłych ludzi, którym się wydaje,że jak o jeden świstek czy
szkołę więcej ukończyli to pozjadali wszystkie rozumy.Niestety są tylko ważni za tymi
swoimi biurkami i posadami. Gdy wyjdą zza nich są często zerami.Nie dorastają do pięt tym
przypadkowym ludziom, których w środę miałem przyjemność spotkać.Ich spontaniczności,
szczerości i nie wywyższaniu się.Taki jest ten świat.
Pewnego grudniowego dnia...
- Autor zablokował możliwość komentowania tego wpisu

