Czwartkowy wieczór, bydgoski klub Estrada dochodzi godzina 19. Klub wypełniony ludźmi (sporo przyjezdnych) – większość zjawiła się tutaj w jedynym celu. Aby posłuchać jednej z najbardziej utalentowanych polskich grup postrockowych.
Tides from Nebula, bo o nich mowa, mimo iż wydali dotychczas jeden album zdążyli już zyskali sporą popularność oraz uznanie zarówno wśród krytyków jak i publiki.
Zespół nie był jedyną gwiazdą wieczoru: Przed „Tidesami” na scenie pojawiły się trzy inne kapele.
Jako pierwsi na scenie pojawili się „Killing Nullity” czyli trio muzyków z Włocławka. Bardzo dobry, otwierający wieczór występ tej kapeli. Osobiście zacząłem od „pójdę rzucę okiem, co to jest”, skończyło się na tym, że zostałem pod sceną do końca koncertu :)
Kolejny zespół: „Vidian”, czyli bydgoski akcent. Zespół wystąpił nie tak dawno na festiwalu „MuszlaFest”, od tego czasu powstało kilka nowych kawałków, które zostały także odegrane podczas koncertu. Żywiołowość muzyków dała się także udzielić części publiczności, która coraz śmielej podchodziła pod scenę.
Trzeci na scenie: „Obscure Sphinx”: spora niespodzianka wieczoru. O zespole przeczytałem przed koncertem enigmatyczną notkę: „klimaty zbliżone do Blindead, tyle, że z panną na wokalu”. Jak się okazało z nie byle jaką panną :) Ogromna ekspresja, spazmatyczne wręcz ruchy, taniec zarówno na scenie jak i pod – jednym słowem „wow”.
I na deser to, na co czekaliśmy: „Tides from Nebula”. Mimo drobnych problemów technicznych ze sprzętem na początku koncertu reszta rewelacyjna. Chłopaki zagrali praktycznie całą pierwszą płytę oraz kilka kawałków z nadchodzącego wielkimi krokami kolejnego albumu. Nie mam pojęcia ile trwał ten koncert, lecz minął błyskawicznie. Były bisy, publiczność domagała się więcej, lecz jeden z członków zespołu z rozbrajającą szczerością stwierdził, że zespołowi skończyła się setlista :).
Na koniec jeden bardzo sympatyczny akcent: oświadczyny w Estradzie. Chociaż nie sam moment oświadczyn nie odbył się publicznie, lecz ich oficjalne ogłoszenie miało miejsce na scenie właśnie podczas koncertu Tidesów. Przyszła para młoda do odnalezienia na zdjęciach ;)
Podsumowując koncert bez dwóch zdań rewelacja. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że tego wieczora nie było słabszych punktów w programie – każdy z zespołów zagrał kawał porządnej muzyki. Z satysfakcją przyznaję, że jest to już któryś z kolei świetny koncert w naszej Estradzie w ostatnim czasie.
Dla tych, którym mało lub chcieliby dopiero spróbować tego typu muzyki już 17 grudnia kolejny koncert. Tym razem pojawią się Blindead oraz Proghma-C, czyli kolejne uznane marki polskiego post metalu (Proghma obok Lost Soul reprezentowała nasz kraj na tegorocznym festiwalu Brutal Assault w Czechach)
Do zobaczenia wkrótce!


walczysz widzę? Fajnie napisane:) Przyjemnie się czyta, zdjęcia z kolei - aż boli, że światło mizerne, żeby nie powiedzieć mierne, bo momenty fajne i widać że jakaś akcja była. Gdybym nie czytała opisu...no nie wpadłabym na to, że w Obscure na wokalu jest "panna" :) Przypomina mi się jeden zespół, co to miał taką manierę, że ze sceny wołał do oświetleniowca, żeby "dał światło na scenę bo ludzie zapłacili za to, żeby mnie zobaczyć...posłuchać sobie z płyty mogą" zawsze grają w pełnym świetle no i wygodniej po scenie biegać:):)
Sporo pracy włożyłeś w relację, dzięki bo mnie nie było...pozdrowienia z Łodzi.
Chłopacy od oświetlenia przepraszali mnie po koncercie Tides, ale tak sobie zażyczył zespół. "Zero światła na twarz" :-/
Vi ... dobry przykład dałaś. Jak będę chciał sobie posłuchać zespołu to włączę płytę. Ja chcę go zobaczyć (i utrwalić przy okazji) na własne oczy. A nie z użyciem noktowizora.
tak sobie pomyślałem po koncercie. W końcu to muzyka progresywna, czyli bardziej do posłuchania. Może dym i ciemność miały pobudzać wyobraźnię (lub pewne emocje)?
i dzięki za komentarze. Walczę, walczę :) Byle awaria mnie nie powstrzyma. A pisanie relacji to z racji zainteresowania tematem sama przyjemność :]