T. Kukurba, J. Bawoł, T. Lato - to Kroke, krakowska kapela grająca muzykę klezmerską. Podczas koncertów potrafią utworzyć niesamowity klimat, czego doskonały pokaz mieliśmy niedzielnego wieczoru na zwieńczenie akcji promującej miasto "Toruń za pół ceny".
Niedziela, godzina 18:00 - sala mieszczańska Dworu Artusa jest wypełniona po brzegi, wszyscy z niecierpliwością oczekują uczty dla uszu. Kilka minut spędzonych na przyciszonej rozmowie w ogólnym gwarze i oto są - trzej mężczyźni w ciemnych spodniach, białych koszulach i ciemnografitowych kapeluszach. I zaczęli grać. Jakość muzyki etnicznej połączonej z nieziemsko umiejętną wirtuozerią sprawiały, iż chyba każdy obecny na sali odczuwał swoisty klimat i energię oddawaną przez muzyków z każdym dźwiękiem. Refleksyjno-nostalgiczne motywy przeplatały się z utworami skocznymi i śpiewnymi dającymi wyraz siły i optymizmu, który wobec przeciwności losu Żydzi potrafili w swej muzyce utrzymać.
Wyobraźnia sama podsuwała obrazy bawiących się mężczyzn i kobiet, miłosnych dramatów zakochanych, rodem ze "Skrzypka na dachu", czy wręcz tułaczkę przez świat w poszukiwaniu domu.
Znawcy muzyki zarówno popularnej, filmowej, jak i folklorstycznej znajdą w twórczości Kroke niemało odniesień do muzyki klezmerskiej [albo i na odwrót:)]
Kolejnym zaskoczeniem był "śpiew" - onomatopeiczne [czyli dźwiękonaśladowcze - dop. aut.] wykorzystanie możliwości głosowych, gwizdanie oraz śpiew do złudzenia przypominający słowa hebrajskie. Co ciekawsze - skrzypek grając na swym instrumencie potrafił jednocześnie jako instrumentu używać także swojego głosu.
Jakiś czas po rozpoczęciu koncertu pojawiła się nowa postać - pani Maja Sikorowska. Nagle muzyka będąc wciąż taką samą zmieniła swoje znaczenie - wcześniej nie wydawało się, jakby czegoś jej brakowało, jednak z wokalem pani Mai stała się pełniejsza - kobiecy silny głos zręcznie wypełniał przestrzeń dzwięków obezwładniających zmysły widzów przez pierwszą godzinę koncertu.
Niespodzianką było także wykorzystanie skrzypiec, kontrabasu oraz akordeonu jako instrumentów "perkusyjnych" będących akompaniamentem dla niezwykłego głosu wokalistki.
Radość i optymizm wylewające się nie tylko w postaci melodii, ale i uśmiechów wpierw tria, później kwartetu powoli wnikały w przesiąkniętych życiem konsumenta widzów do czasu, aż przy trzecim bisie wszyscy - jakby się umówili - zaczęli klaskać w rytm utworu kiedy pani Maja nie śpiewała.
Powinienem do tej relacji dołączyć jakieś zdjęcia, jednakże nie zrobię tego z prozaicznego powodu - żadnego nie zrobiłem. Od początku pierwszego utworu, aż po owację na stojąco po trzecim bisie byłem całą swoją osobą owładnięty przez muzykę potrafiącą sprawić, że każdy zapomni o tak przyziemnych błachostkach.
Trio "grajków" to było coś. We czwórkę ci artyści tworzą zupełnie nową jakość. Jak powiedziała moja towarzyszka tuż po koncercie: "Jeśli muzyka ma chwytać za serce, to ta bierze w garść, miażdży, a na koniec rozrywa. Bo Kroke to dla serca zbyt wiele emocji naraz."
Ok. 1,5 godziny jest jednak dopuszczalną dawką adrenaliny, czego dowodem była zdrowo radosna widownia opszczająca gmach Dworu Artusa.
Wrażenia nieziemskie. Oczekujemy nowego albumu nagranego razem z głosem pani Mai, który ma się ukazać na początku przyszłego roku.
Warto także dodać, iż był to jednocześnie koncert inauguracyjny trzeciej już edycji Międzynarodowego Festiwalu Gwiazd "FORTE piano", który będzie trwał aż do 14 listopada.


Nie mogłem tym razem dojechać na Kroke i bardzo żałuję. Wiem, o czym piszesz, bo w tej samej scenerii widziałem ich bodajże 3 lata temu. Naprawdę był to piękny koncert. Ale który nie był? I ten w Filharmonii Pomorskiej z orkiestrą, i ten na Woodstocku, i ten ostatni w Bydgoszczy w Filharmonii (tym razem w czwórkę). Cholera, lubię ich:)
za ciepłe przyjęcie. Już sądziłem, że będą teksty "o Toruniu pisz w Toruniu" albo inne tego pokroju lub bardziej nasycone emocjami.
trafiłeś na podatny grunt mojej fascynacji muzycznej, ale następnym razem może Ci się nie udać :)
ale próbuj :)