24 lipca 2010 roku w Bydgoszczy w katedrze pw. Św.Marcina i Mikołaja odbył się ślub, Joanny Liszowskiej i Szweda Oli Serneke. Zjechali się goście z całego świata. Ekskluzywne samochody długo zajeżdżały pod Farę. Błyskały flesze aparatów, nie brakowało przy tym przepychanek i nerwowości. Ślub na pewno był specyficzny ale jak dla mnie za ekstrawagancki.
Ach, co to był za ślub
Marsellus75
36 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1
- Wpisów na blogu: 7
- Komentarzy: 11
- Miejsc na mapie: 0


Po PhotoWalk'u udaliśmy się z Marsellusem i jeszcze jednym kolegą do pubu Amsterdam na browary a także schnięcie. Podobno w czasie focenia na dworcu ktoś rzucił informację, że dalsza nieoficjalna część dnia własnie tam. Niestety nikogo oprócz naszej trójki tam nie było.
W czasie biesiadowania zwróciły naszą uwagę co rusz przejeżdżające zabytkowe auta oraz ryk silników włoskich bestii. Tam też przy okazji dowiedziałem się o ślubie Joanny Liszowskiej no i któż to w ogóle jest pani Liszowska. Pomijając parę młodą, której absolutnie nie znam poszliśmy obejrzeć wspomniane bestie. Demonstracja luksusu i przepychu pod kościołem trwała pełną gębą. Zdążyłem zaobserwować, ze z kościoła usunięto ludzi wbrew ich woli, którzy tam znajdowali się wcześniej. Wielce niezadowolony pan będący w towarzystwie kobiety krzyczał, że go wywalono, a on zawsze tu przychodzi sie pomodlić. Auta z hałasem podjeżdżały dwukrotnie pod farę. Ochroniarze skrupulatnie zasłaniali białymi parasolkami parę młodą w czarnym Ferrari. Tłum napierał, a gdy z auto opuszczali udając się do kościoła pod naporem ludzi połamane zostały chyba wszystkie wspomniane białe parasole.Słychać było krzyki: uważajcie na samochód!!!
W końcu to Ferrari:) Miało być głośno i z pompą i tak też było.
Jakieś foty mam, później także coś wrzucę.