Pani w wiadomościach mówi, że nam się poprawia stopa życiowa, poziom życia i tak dalej, potem księżulo z Caritas Polska mówi, że po wsparcie i paczki żywnościowe zgłasza się co roku coraz więcej ludzi - propaganda wiecznie żywa? Ktoś kłamać musi - fakty mówią za siebie. Polacy wyznania prawosławnego święta swoje maja za 13 dni, obchodzą teraz ze względów praktycznych, no bo wolnego im nikt w innym terminie nie da przecież. Biedna rodzina skądś tam, z jedenaściorgiem dzieci dostała od Dobrego Człowieka dom cały. Cool - taka nagroda za bezmyślność. Co do pierwszej gwiazdki, to na niebie mamy wypatrywać Jowisza, pomiędzy słońcem, a księżycem, tak jakby kto nie wiedział kiedy zacząć szamać. Najwcześniej nad Polską będzie coś po 15 godzinie. Tak naprawdę to obchodzimy właśnie pogańskie święto narodzin słońca, zwycięstwa światła nad ciemnością, a grzybki i mak w wigilijnym menu, swego czasu były typowym składnikiem ofiar dla zmarłych, duchów, dla których zostawało również to jedno wolne miejsce przy stole. Nikt tak jak kościół sprytnie nie potrafił się wstrzelić w pogańskie święta, żeby pogaństwo wyplenić. W sumie to patrząc z dystansu - najwięcej w okresie świątecznym gada się o... jedzeniu - takie święto kulinarne się zrobiło. Co to jest, grube czerwone i jak wchodzi to aż miło? Gwiazdor! Uroczy siwy staruszek w czerwonym wdzianku - wizualizacja a'la Coca Cola - poważnie, ten ogólnoświatowy obrazek stworzyli nam spece od reklamy. No właśnie - niektórzy mają wątpliwości - Gwiazdor czy Mikołaj, nie będę wchodzić w takie ekstrema jak Dziadek Mróz. Mikołaj już był - 6 grudnia - po co miałby wracać po raz drugi? A wiecie może co to jest Befana? Nie chodzi mi o Bydgoską Fabrykę Narzędzi - to taka damska, wiedźmowata wersja Świętego Mikołaja, czy tam Gwiazdora, bytuje we Włoszech. Ma babka klasę, nie wskakuje co roku w banalne sanie, tylko na miotle śmiga. Dlatego dekoracje świąteczne we włoskich domach mogą się bardziej kojarzyć z Halloween. Mamy ponad 500 polskich kolęd i pastorałek, podobno ten kto je śpiewa modli się po dwakroć, ten kto nie umie kompletnie śpiewać, a z uporem maniaka to robi, modli się po trzykroć - hmm... a ten co musi tego sluchać to już chyba żywcem do nieba powinien być wzięty.
Co ja mogę, za to ze mam w du..żym poważaniu tradycję? Nie mam choinki, bo mi się nie chce tałatajstwa ubierać, rozbierać i takie tam, ja wiem, że można toto przetrzymać do Wielkanocy i zmienić bombki na pisanki, ale malowanie jaj jakoś mnie też nie pociąga. Na sam widok karpia robi mi się słabo, jak będę chciała się ekstremalnie stołować zacznę po prostu wcinać grzebienie - wrażenia podobne, no może jeszcze ubabrzę je trochę mułem. Jakoś tak mam, że nadmiar jedzenia na stole powoduje u mnie... całkowity brak apetytu. Nie jestem w stanie znieść kolejnego ambitnego tworu amerykańskiej kinematografii z cyklu - rzecz o świętach, tudzież ze świętami w tle. Życzenia zdrowych, wesołych, spokojnych, radosnych itp. Świąt zasadniczo się nie spełniają, a nawet nie ma gdzie reklamacji złożyć. W świętach fajne jest tylko słowo "święty" - skojarzone ze innym słówkiem "spokój" brzmi jak poezja - no tak, ale to dopiero po świętach, a potem rok spokoju - świętego!
P.S. Według górali (a wiadomo nie od dziś, że jak rzeczeni górale albo google o czymś nie wiedzą - to tego nie ma) jaka wigilia taki cały rok. O dziwo nie działa przełożenie "jaki Nowy Rok taki cały rok". Dzięki wielkie, że ani jedno ani drugie się nie sprawdza, nie mam zamiaru cały rok znosić takiego kociokwiku okraszonego jodłą czy świerkiem, ani kaca przez 365 kolejnych dni.


w sumie to wszystko prawda. Ludzie biegają jak w jakimś amoku, a przecież następne dni będą takie same - ba nawet piękniejsze bo bliżej wiosny. Podzielam Twoje zdanie - też nie zabardzo lubię święta, z uwagi na dzieci ubrałem choinkę - hm. nawet ją sam wyciąłem z ogródka. Pozdrawiam Cię Agnieszko i życzę wypoczynku. Pa pa
więć według Ciebie nie powinno być świąt? Tak jak kiedyś w Sowiet Union?
Czym wedłu Ciebie powinni się różnić święta od nie świąt, żeby wszystkim ludziom, bo przecież nie tylko katolikom, skutecznie urozmaicały rok?
Odkąd sięgam pamięcią wszyscy wokół mnie odmierzją czas właśnie świętami. Z tego co napisałaś wynika, że Ci się to nie podoba.
są czy nie ma... hmm... brak presji na siedzenie przy stole - jako główny element "świętowania" byłby mile widziany, niestety nadal dziwnie się popatruje na ludzi, którzy pakują manatki i spadają daleko od rodziny, żeby sobie na nartach pojeździć, poopalać się, albo po prostu posiedzieć w pubie - bo akurat taki mają pomysł na spędzenie czasu. Dla jednych świętowanie to przysypianie za stołem, dla innych to czas kiedy można zrobić coś na co się normalnie nie ma czasu - bez wymuszonej aktywności rodzinnej.
A ja się zgodzę z Agnieszką. Dla mnie kiedyś Święta to były naprawdę Święta. A teraz ... Cóż. Z wiekiem człowiek się zmienia. Teraz to dla mnie po prostu obowiązek (nie boje się użyć tego słowa) wobec rodziny.
W tym poprzednim ustroju to Święta były ucieczką od sytuacji jaka była w kraju. W pewnym sensie była to walka z systemem, który przecież religii / kościoła nie darzył zbyt wielką miłością. Teraz nie ma z czym walczyć. No chyba, że z kryzysem ... z biedą ... Czyli trzeba postawić tone jedzenia na stole i kupić dużo prezentów by wujek czy ciotka, którzy przyjechali do nas na święta z innego miasta wiedzieli jak dobrze nam się powodzi.
Dziękuje bardzo za takie święta. To już wolę wykorzystać okazje, że ten okres to wolne od pracy i w końcu odpocząć. Sam w domowym zaciszu. W moim własnym świecie.
nie pamiętacie tego ale w poprzednim ustroju trzeba się było dobrze postarać, żeby zdobyć takie wiktuały jak na przykład pomarańcze. Mandarynek Polacy nie znali, o bananach wiedzieli, że gdzieś tam rosną, nie słyszeli w ogóle o suchi. Zdobycie niektórych artykułów było tak trudne, że ich posiadanie na świątecznym stole wzbudzało podziw gości i wbijało w dumę gospodarzy. Coś z tego chyba nam zostało do dzisiaj, chociaż teraz handlowcy prześcigają się w pomysłach, żeby nam sprzedać wszystko i najlepiej w nadmiarze. Wykorzystują świąteczny nastrój i trącają nutę rodzinności, tak że zapominamy nawet chwilami, iż chodzi w tym wszystkim tylko o zwykły zysk.
Co do spędzania świąt, to pamiętam, że były takie lata, kiedy święta były dla mnie okazją do pogrania w brydża. Zaszywaliśmy się gdzieś wtedy – czwórka zapaleńców – i graliśmy trzy dni i trzy noce z niewielkimi przerwami. Teraz trudno znaleźć zgrany komplet ludzi, a nawet partnera (do brydża) na stałe. Czasami jak mnie coś najdzie gram online na „kurniku”, ale to zupełnie nie to co w realu.