Niektórzy przybyli zapakowani w małe ciężarówki, inni przylecieli business klasą legitymując się podrobionym paszportem dyplomaty, jeszcze inni żeby się tu dostać przewędrowali tysiące kilometrów pieszo. W Laura Gatner Haus splatają się ze sobą zupełnie odmienne historie, kultury i religie. Wszyscy jednak marzą o tym samym – o bezpiecznym domu.
Babcia, która nie bała się nawet śmierci
Miała na imię Laura. Zginęła w czasie drugiej wojny światowej mając zaledwie trzydzieści lat. Całe swoje krótkie życie poświęciła pomocy osobom prześladowanym. Strzałem w głowę wymierzono jej karę za ukrywanie nielegalnych emigrantów. Sześć lat temu Gerhard, wnuk Laury założył ośrodek dla nieletnich uchodźców i nazwał go jej imieniem.
Tu znaleźli schronienie
W ośrodku przebywa obecnie pięćdziesięciu nieletnich chłopców. Pochodzą głównie z Kosowa, Afganistanu, Somalii, Nigerii i Mołdawii. Mieszkają w dwu- i trzyosobowych pokojach. Oczywiście każdy naród oddzielnie. Gdzie jak gdzie, ale w takim miejscu problem rasizmu jest widoczny na każdym kroku.
Hirtenberg to niewielkie miasteczko na obrzeżach Wiednia. Dojechać można tam jednym z podmiejskich pociągów. W samym centrum miejscowości stoi duży kompletnie niczym nie wyróżniający się biały dom. Wokół rośnie mnóstwo słoneczników. Na jednym z parapetów ktoś urządził sobie hodowlę czerwonych papryczek. Z okna obok macha do mnie uśmiechnięty afgański chłopiec. To Walid. Do Austrii trafił mając zaledwie cztery lata. Najprawdopodobniej zgubili go rodzice podczas swojej ucieczki do Pakistanu. Laura Gartner Haus jest jego jedynym domem.
Kim właściwie oni są?
Jak wynika z badań statystycznych tylko co drugi Polak rozumie słowo „uchodźca”. Co trzeci traktuje je zbyt szeroko, wliczając w nie także osoby opuszczające swój kraj z pobudek czysto finansowych. Co piąty zaś w ogóle nie rozumie tego pojęcia. W Wiedniu nie ma takiego problemu. Problem jest tu jednak zupełnie inny - zbyt duża ich ilość i brak prognozy na jakiekolwiek zmiany.
Definicję terminu uchodźcy dokładnie wyjaśnia Konwencja Genewska z 1951 roku. Pojęciem tym określa osobę, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa.”
Na terenie Polski znajduje się obecnie 21 ośrodków pobytowych dla uchodźców. W styczniu 2008 roku mieszkało w nich ponad 5,5 tysiąca osób - to niemal dwukrotnie więcej niż dwa, trzy lata temu. Niestety nie ma mechanizmu rejestracji wszystkich emigrantów przebywających na terytorium naszego kraju. Szacunkowo liczba ta waha się od 300 do 2000 osób. Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców od 1992 do 2007 roku status uchodźcy uzyskało w sumie 3158 z nich.
Austria to Eldorado dla uchodźców
Wraz z rozszerzeniem strefy Schengen w 2007 w Austrii zaczęły pojawiać się coraz to większe problemy ze stale rosnącą liczbą uchodźców. Nawet ci przebywający do tej pory w Polsce masowo opuszczali nasz kraj, by przez Czechy przedostać się do Wiednia. Przykładowo - od Bożego Narodzenia 2007 roku liczba mieszkańców najstarszego i największego austriackiego obozu w Traiskirchen wzrosła ponad dwukrotnie – z 300 do 770.
Mieli farta
Laura Gartner Haus niczym jednak nie przypomina typowego obozu dla cudzoziemców. Ci, którzy tu trafiają uważani są za prawdziwych szczęściarzy. I tak rzeczywiście jest. Ośrodek gwarantuje im pełną pomoc w czasie długiego, bo nawet kilkuletniego procesu ubiegania się o azyl. Jego mieszkańcy mogą liczyć nie tylko na jedzenie, czy ubranie. Dostają kieszonkowe, uczęszczają do szkoły, na kursy językowe, jeżdżą na wycieczki. Mają też zapewnione stałe wsparcie psychologa i prawnika. Oj długo by wymieniać. Całość finansowana jest przez kościół ewangelicki i państwo.
Opiekę nad mieszkańcami domu sprawuje obecnie 10 wychowawców. Większość z nich to również byli uchodźcy lub emigranci. Szefem jest Austriak. – To człowiek z sercem na dłoni – stwierdza Joanna Arent, wychowawczyni w Laura Gartner Haus. - Mimo, że zajmujemy się tu wyłącznie pomocą dla chłopców, on z pełnym zaangażowaniem wspiera również kobiety. Dwa lata temu zaadoptował małą somalijską dziewczynką – opowiada.
- Powinni zmienić nazwę tego domu – oburzał się Abdul, jeden z mieszkańców. – Zdecydowanie bardziej pasowałoby Krankenhaus – przekonywał. Chłopcy często buntują się przeciwko zasadom panującym w ośrodku. Największym problemem jest dla nich obowiązek chodzenia do szkoły i nauki języka niemieckiego. Kiedy jednak kończą 18 lat i muszą go opuścić czynią to ze łzami w oczach. – To był mój jedyny prawdziwy dom – mówił Samszeniti z Kosowa.
Co roku w ośrodku organizowany jest wielki festyn. W całym Hirtenbergu rozbrzmiewa wtedy dźwięk afrykańskich bębnów. Główną atrakcją jest aukcja, na której sprzedawane są obrazy i rzeźby wykonane przez mieszkańców Laury. – Jeszcze nie zdarzyło się, by chłopcy wzięli zarobione pieniądze dla siebie, chociaż wiadomo, że dla nich liczy się każdy grosz. W tym roku całość przekazali na jeden z wiedeńskich domów dziecka – opowiada Dido, wychowawca.
- Robimy obiad. Oczywiście jesteś zaproszona – słyszałam to codziennie. Siadaliśmy po turecku na dywanie i jedliśmy z jednego naczynia. Z reguły ręką. Co z higieną? Powiem tak - nie sposób było im odmówić.
Wszystko zależy od kasy
Czy trudno jest przedostać się nielegalnie przez granicę? W wielu przypadkach na pewno. Austriackie gazety zdecydowanie temu zaprzeczają. Dziennikarze donoszą, że w Pakistanie i w Indiach istnieją już nawet specjalne firmy zajmujące się nielegalnym transportem ludzi. Działają tak samo jak europejskie biura podróży. Jaki środek transportu - ciężarówka, czy samolot? Zależy to już wyłącznie od pieniędzy jakimi dysponuje zainteresowana osoba. Z Afganistanu do Bratysławy taka wyprawa kosztuje średnio około czterech tysięcy euro. By stamtąd przedostać się do Wiednia trzeba dopłacić jeszcze tysiąc dwieście. A dotarcie do Austrii daje już uchodźcom wolną drogę do reszty Europy…
Wygląda pięknie, co nie? Lecz tylko wtedy kiedy ma się pieniądze. Ale skoro mamy pseudo biura podroży to znajdziemy też specjalistów od udzielania kredytów. – Zabili mojego ojca i brata. Powiedzieli, że będą następny. Musiałem uciekać. Matka sprzedała wszystko co mieliśmy. Ale to nadal było za mało – opowiada Rauf z Afganistanu. – Udało mi się tu dostać, ale dług będę spłacał chyba do końca mojego życia. Powiedzieli, że jeśli tego nie zrobię zabiją resztę mojej rodziny – dodaje nie kryjąc łez. Ci co dają pożyczki tylko czekają na takie osoby jak on. Teraz już dokładnie wiedzą jak ściągnąć z powrotem swoje pieniądze i odpowiednio doliczone do nich odsetki.
Nie ma ludzi nielegalnych
Antonio Guterresa, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w swoim przemówienie z okazji Światowego Dnia Uchodźcy powiedział – Spróbujmy chociaż przed chwilę wyobrazić sobie, jeśli potrafimy, jak to jest być uchodźcą – zmuszonym do ucieczki przed prześladowaniem, wojną domową czy przemocą i pozostawienia wszystkiego, co własne i znajome: domu, rodziny, przyjaciół, pracy. Zupełnie nagle znajdujemy się w obcym kraju, uzależnieni od ochrony i pomocy innych ludzi. Wyobraźmy sobie poczucie izolacji, bezradności, lęku przed niepewnym jutrem.”
Po spędzeniu choćby jednego dnia w ośrodku Laura Gartner Haus człowiek wychodzi zupełnie odmieniony. Wszystko co znaliśmy wcześniej wyłącznie z filmów, czy opowiadań dziadka staje się teraz częścią życia i przyczyną tragedii naszych rówieśników. Ja spędziłam tam trzy miesiące. Żegnając się z moimi podopiecznymi wiedziałam jedno, coś co będzie we mnie tkwiło do końca życia – każdy zasługuje na bezpieczny dom, żaden człowiek nie jest nielegalny.
Eldorado dla uchodźców
Daria Jankiewic...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 158
- Wpisów na blogu: 5
- Komentarzy: 55
- Miejsc na mapie: 10


inspirujące do działania w wolontariacie,a szczególnie, że z własnej autopsji, tym bardziej skłania mnie to, aby dalej iść w tym kierunku w miarę swoich możliwości...
Ciekawy materiał, przeczytałem całość z zainteresowaniem. Znam kilka podobnych historii z UK.
Dario, to bardzo interesująca relacja z pobytu w tym ośrodku, dużo rzetelnych informacji i spostrzeżeń. Twój przekaz dla nas, Polaków, jest czytelny i edukacyjny, aczkolwiek pokazany poprzez wypowiedzi uchodźców i innych osób, z którymi zetknęłaś się. Subtelnie ukryłaś się za tekstem, bo nie przebija się w nim słowo "Ja", a mogłaś przecież uczynić się osobą pierwszą (bohaterką) tego tekstu.
Chociaż pracowałam z nimi zaledwie trzy miesiące i sporo już czasu od tego minęło, dla mnie to nadal temat rzeka. Marzy mi się, aby kiedyś w przyszłości móc znowu zająć się tym problemem. Spotkanie z uchodźcami pochodzącymi z różnych stron świata i poznanie ich historii na zawsze zmienia światopogląd. Mój na pewno się zmienił.