Niski budżet, jedna kamera, jedna lokalizacja. Za to błyskotliwy i .. naprawdę przerażający! Wytwórnia Paramount dostrzegła w nim potencjał na miarę "Blair Witch Project" i postanowiła go kupić. O sukcesie świadczą nie tylko świetne recenzje, lecz przede wszystkim niezwykle żywe reakcje publiczności na pokazach. Po sieci krążą plotki, że w sukces filmu zamieszane są nadprzyrodzone moce…
O czym mowa? Oczywiście o „Paranormal Activity” – filmie, którego boi się Spielberg, produkcji, która jest absolutnym sukcesem kasowym niskobudżetowego kina oraz która już przed premierą wzbudzała strach i podekscytowanie zainteresowanych.
Film Orena Pelisa pokazuje zmagania pary bohaterów Kate i Micaha nękanych przez paranormalne siły. Próbują dojść do sprawców tych zdarzeń i w tym celu montują w domu monitoring. Widzimy bohaterów śpiących w swym łóżku, nieświadomych rozgrywających się wokół nich zdarzeń. Ich nagrania z monitoringu oraz amatorskich filmów wideo zostały zmontowane w 99-minutowy, pełnometrażowy film fabularny.
Pomimo, że film mógłby ograniczyć się do znajomego nam wszystkim schematu duchów i przestraszonych bohaterów, buduje on niezwykłą atmosferę i więź pomiędzy widzem a bohaterami. Oren Peli rozumie funkcjonowanie mechanizmów strachu. Film gra na najprymitywniejszych ludzkich instynktach i strachu, który każdy z nas kładąc się spać kiedykolwiek doświadczył.
Jednak nie każdego on zachwyca. Należę do tej grupy ludzi, którzy wychodząc z kina byli trochę zawiedzeni, spodziewając się po projekcji czegoś bardziej wstrząsającego. Może jest to spowodowane tym, że bydgoska publicznośż nie potrafi wytworzyć prawdziwej atmosfery grozy, wybuchając co chwilę śmiechem, komentując wpadki filmowców czy też nabijaniem się z głupich zachowań bohaterów? Nie każdy wierzy, że film ten jest oparty na faktach i nie jest on efektem montażu scen czy też gry aktorów. Być może jest to możliwe sądząc po ukazaniu niektórych scen np. typowo filmowego przejscia w trakcie dialogów, czy też idealnie nagranym dźwiękiem. Autentyczności filmu jednoznacznie stwierdzić nie możemy.
Film zapowiadał się świetnie, lecz reklama tej produkcji to chyba lekki przerost formy nad treścią. Większość ludzi spodziewała się czegoś innego, szczególnie po wersji filmu dostępnej w sieci - z innym zakończeniem i wyciętymi niektórymi nużącymi, nic nie wnoszącymi scenami.
Generalnie treść i przesłanie filmu oceniam jak najbardziej pozytywnie. Wpłynął on na zmysły, potrafił przerazić. Miał on na celu niekonecznie przestraszenie widza w trakcie seansu, ale pokazanie mu ludzkich słabości i wpłynięcie na jego psychikę, by bał się kładąc się do łóżka, czy słysząc tajemnicze dźwięki zza rogu. Nie każdy film musi sprawiać, że wyrzucamy popcorn w powietrze i krzyczymy z przerażenia strasząc siedzących obok widzów. Może ludzie, którzy wychodząc z kina mówili, że to źle wydane kilkanaście złotych, bo nie przestraszyli się ani razu, po prostu nie potrafią docenić prawdziwego kina grozy?
Zapraszam do obejrzenia traileru:
http://www.youtube.com/watch?v=F_UxLEqd074
Strach czy obojętność, czyli o reakcjach na „Paranormal Activity”
Mara
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 2
- Wpisów na blogu: 5
- Komentarzy: 68
- Miejsc na mapie: 3


Och skąd ja to znam... ilekroć idę na jakiś horror do kina obawiam się tego, czy jakiś człowiek niskich lotów nie zepsuje mi seansu i atmosfery budowanej przez film. I tak np. na Egzorcyzmach Emily Rose (w kinach efekt był niesamowity w scenach finałowych) sala podzieliła się na tych, którzy przyszli się bać, tych którzy przyszli się śmiać i tych którzy nie wiedzieli po co przyszli, tudzież na co przyszli. Oto bowiem na przykładzie finałowej sceny na początku czułem strach i silne poczucie lęku. Zaraz potem jakaś laska siedząca 3 fotele ode mnie w lewo zaczęła się drzeć jak pomylona, na co część sali zarżała równie histerycznym i nieopanowanym śmiechem... Ehhh... A że scena trwałą blondyneczka zaczęła płakać. HA! Żeby tylko, ona ryczała, że chce wyjść z sali, na co część sali zarżała ponownie, a na czele szczerzących się był towarzysz dziewczyny, młody dresik zdaje się. No super. Zaje... fajnie!
Zasada: chcesz się śmiać, to idź człowieku na komedie, a nie psujesz innym seans...
A na Paranormal pewnie się skuszę po recenzji :)