Odkąd pamiętam, zawsze powtarzałem, że kino skandynawskie, islandzkie i estońskie nie ma sobie równych. Zarówno pod względem tematyki, która z reguły dotyka tych cięższych i poważniejszych spraw, jak i pod względem fabuły i szkicu postaci.
Bohaterem filmu "Nasza Klasa", estońskiego kandydata do Oscara, w reżyserii Ilmara Raaga jest Joosep. To chłopak, który odstaje od całej reszty klasy, przez co jest pośmiewiskiem całej szkoły, a klasowi koledzy znęcają się nad nim. Na dobrą sprawę nie wiadomo jednak czym do końca odstaje. Widzimy tylko jego cichy sposób bycia i niemoc przeciwstawienia się klasowym oprawcom. Nie znamy jednak genezy tej agresji.
I wydawałoby się, że zupełnie przypadkowo, albo też z chęci przypodobania się dziewczynie jeden z oprawców Joosepa – Kaspar – staje w jego obronie. Nieświadomie wywołuje jeszcze większą niechęć klasy do Joosepa oraz sam zaczyna być celem ataków słownych, które z czasem przeradzają się także w przemoc fizyczną. Wszystko to doprowadzi do, jak wydaje się po obejrzeniu filmu jedynego i słusznego finału. Bo przecież przysłowiowa strzelba musi wypalić.
Raag pokazuje nam w filmie także życie prywatne bohaterów. Imprezy, które mają na celu dowieść, że można w siebie wlać jeszcze więcej alkoholu niż poprzednio. Andersa, który przecież nie chciał bić Joosepa. On jest tylko liderem grupy, więc to jego obowiązek, aby wymusić szacunek. Dom Joosepa, w którym przez ojca również jest traktowany jako ofiara. Bo przecież mężczyzna musi się postawić! Doskonale widać, że dopóki maltretowany Joosep – o czym jego ojciec przecież doskonale wiedział – nie przeciwstawi się oprawcom to nie ma nawet najmniejszych szans na szacunek ojca. Widać też prywatne życie Kaspara, młodego chłopaka, duszy towarzystwa, dla którego najważniejszą rzeczą teraz to udowodnić Thei – klasowej koleżance – ile dla niego znaczy. I zaczął udowadnianie od stanięcia w obronie Joosepa. Kto by przypuszczał, że przez to wszystko sam zostanie „pedałem”, „cwelem”?
Przez cały film obserwujemy bohaterów z niebezpiecznej wręcz odległości. Kamera prawie ociera się o aktorów dając wrażenie uczestnictwa w tym co się dzieje. Zabieg o tyle dobry ile niebezpieczny. Bo w pewnym momencie chcemy wstać i krzyknąć „Dosyć!”. Oglądając tak zrealizowany obraz nie przeraża nas tylko agresja, co do której na dobrą sprawę jesteśmy na co dzień bierni, ale głównie nasza niemoc. Dlaczego dopiero ten film uzmysławia nam problem jaki panuje?
„Nasza Klasa” to przekrój przez problem przemocy. Przemocy, która nie dotyczy tylko jakiejś tam szkoły w Estonii. Przemocy, o której coraz częściej słyszymy w polskich szkołach. Może właśnie dlatego ten film ogląda się inaczej? Może obserwując losy Kaspara i Joosepa widzimy przed oczyma jakiegoś ucznia ze szkoły, którą mamy pod domem, albo kogoś o kim słyszeliśmy lub znamy?
Jeszcze nigdy żaden film tak mną nie wstrząsnął. Długo po jego obejrzeniu chodziłem próbując się uspokoić. I pewnie nie tylko ja. Dzieło pokazujące „szarą rzeczywistość” jaka panuje dookoła nas pobudza do myślenia. A każda kolejna scena, każdy następny dzień z życia szkolnej młodzieży to coraz mocniejsze akty przemocy. Aż do wykorzystania seksualnego.
Obraz może nie zmusi nas do próby odpowiedzi na pytanie „Jak się przeciwstawić”, ile „Jak mogło do tego dojść?”. Zalecałbym obejrzenie każdemu, kto kierowany swoimi bezsensownymi przekonaniami „klasowego lidera” upatrzył sobie w szkole drugiego Joosepa. Bo szczerze mówiąc jaką mamy pewność, że finał nie będzie identyczny jak w „Naszej Klasie”? I kto wtedy będzie za to odpowiedzialny? Joosep, Kaspar, Anders, rodzice czy nauczyciele?


bardzo zachęcająca recenzja , i jak byś jeszcze napisał jak do tego filmu dotrzec to byłoby fajnie,bo z chęcią bym obejrzała
Film jest od marca dostępny na DVD. Więc wszelkiej maści wypożyczalnie bądź sklepy (ostatnio bodajże widziałem za 19,99).
---
Czas pokaże...
dzięki za info
Ja ten film oglądałam już w marcu czy kwietniu i powiem szczerze, że niesamowicie mną wstrząsnął, jak zresztą wiekszością moich znajomych. Naprawdę pozwala przeżyć katharsis, na co rzadko można liczyć przy współczesnym kinie. Przez to, że film zrobiony jest tak naturalnie, prawdziwie, bez dorabiania, obrabiania i przerysowywania, ludzie w to wierzą, zastanawiają się nad własnym postępowaniem i tym co ich otacza na co dzień. Dlatego właśnie nauczyciele bydgoskich szkół stwierdzili, że nareszcie powstał jakiś film, który pomoże uczniom zrozumieć sytuacje zdarzające się w szkołach. Postanowili oni pokazywać go podopiecznym na lekcjach godziny wychowczej, bo co jak nie pokazanie świata oczyma uczniów bardziej wychowa i zachęci młodych do zastanowienia się nad tym problemem? Nareszcie ktoś o to zadbał! Gratulacje dla Twórców ;)