Byli koszykarze, były siatkarki. Najpierw EuroBasket, później Eurovolley.
Bydgoszczanie zarówno na koszykówce, jak i na siatkówce nie wypełniali licznie hali "Łuczniczka". Podczas EuroBasketu skutecznie odstraszały ceny biletów. Za najtańszy bilet trzeba było zapłacić 80 zł. Co prawda obowiązywał on na trzy mecze danego dnia, jednak niewielu było takich, którzy zdecydowali się spędzić pół dnia w hali. Okazało się, że wejściówka na jeden dzień to nie europejskie wymogi FIBY, tylko wymysł PZKosz. Warto było zatem dołożyć także pulę biletów obowiązujących tylko na jeden mecz, bo dla przykładu wyjście ojca z synem kosztowało tego pierwszego około 200 zł (bilety+posiłki,picie), w tej najtańszej opcji...
Na siatkarkach było taniej. Bilet także obowiązywał na jeden dzień, ale w przypadku pań były to dwa mecze. Najtańszy kosztował 30 zł, co było dość rozsądną ceną. Niestety, frekwencja także nie powaliła na kolana. Nie pomogła ratuszowa akcja przyciągania młodzieży szkolnej. Gdyby mistrzostwa odbywały się w tygodniu i najlepiej jeszcze w godzinach szkolnych, frekwencja zapewne byłaby wyższa. Nie przyciągnęły też Rosjanki. Pewnie dlatego, że za rywalki miałe słabe Białorusinki, Belgijki i Bułgarki.
Można cieszyć się z tego, że zawitał do nas EuroBasket i Eurovolley. To na pewno promocja dla miasta, no i zapewne zarobili nieco hotelarze, czy restauratorzy. Bydgoszczan sportowo jednak obie imprezy zbytnio nie przejęły...
Mistrzostwa, mistrzostwa i po mistrzostwach
Michał Młodziko...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 656
- Wpisów na blogu: 16
- Komentarzy: 106
- Miejsc na mapie: 86


Faktycznie, Łuczniczka się nie zapełniła. Faktycznie, bilety koszykarskie były drogie. W jednoznacznej ocenie tego stanu mam jednak mieszane uczucia.
Dzisiaj na jednym z portali przeczytałem, że frekwencja w pierwszej rundzie ME siatkarek była najwyższa w historii. Pamiętamy także ilu kibiców stawiło się na ME siatkarzy w Turcji - garstka i to nawet na meczach gospodarzy. Patrząc przez pryzmat tych dwóch informacji, czy powinniśmy narzekać na bydgoskich kibiców?
Ja także nie zasiadlem na trybunach żadnego z meczów. Koszykówką się nie pasjonują, a siatkówka kobiet jest dla mnie parodią siatkówki męskiej i na meczach siatkarek najczęściej wyrywam sobie włosy, widząc nieudolność zagrań. Sport dla mnie przede wszystkim jednak wiąże się z emocjami. Gdyby do Bydgoszczy zawitały polskie reprezentacje, na pewno bym się stawił w Łuczniczce pomimo, że te dyscypliny nie należą do moich ulubionych. Skoro odpada czynnik emocjonalny, a i nie jestem koneserem dwutaktów, piwotów, czy kobiecych zbić, to rezygnuję z wyjścia na mecz. Nie bawi mnie kibicowanie Belgii czy Mołdawii.
Ilu znajdzie się w każdym miescie pasjonatów sportu samego w sobie, żeby pójść na mecz Białoruś-Belgia w siatkówce? Kibice tych drużyn tez nie przyjechały gromadnie do Bydgoszczy. W tych okolicznościach uważam, że nie należy źle oceniać organizacji obu mistrzostw w Bydgoszczy.
ps. Przepraszam, że może nieskładnie jest to napisane, ale nie mogę się skupić.
Dla mnie osobiście EuroBasket był wielką imprezą. Zobaczyć Grecję, Rosję ( mimo że nie w najsilniejszym składzie ) no i Francję z Tonym Parkerem w składzie to było coś.
Koszykówka. Pod względem sportowym zabrakło mi przede wszystkim Dirka Nowitzkiego i Andreia Kirilenki. Obok Parkera byliby niekwestionowanymi gwiazdami bydgoskiej grupy.
Kibice. Przede wszystkim zabrakło kibiców z Łotwy. Gdyby to oni zagrali w Bydgoszczy to Łuczniczka byłaby pełniejsza o kilkaset kibiców. Miejscowa publiczność dopisała myślę na miarę możliwości. I nie chodzi tu o ceny biletów. Na mecze Astorii też jakieś specjalnie tłumy nie przychodziły, nawet w najlepszym sezonie kiedy to bydgoszczanie uplasowali się na 5 miejscu po rundzie zasadniczej.
Bilety. Nie była przegięciem ich cena, tylko charakter. Wysiedzieć 7h każdego dnia potrafią naprawdę zapaleńcy. Dużym błędem był brak biletów "jednomeczowych".
A Eurovolley? Przeminął jeszcze ciszej niż poprzednia impreza. Zasadniczo jedynym magnesem dla kibiców mogły być siatkarki Rosji. Ceny biletów niższe, ale jest coś w tym że kibice siatkówki zdecydowane chętniej oglądają mężczyzn niż kobiety. Ja osobiście widzę kilka zalet w żeńskiej siatkówce i nie chodzi tu tylko o walory estetyczne. Mimo wszystko na pewno kobiece mistrzostwa wzbudziły we mnie mniejsze emocje niż EuroBasket.
W podsumowaniu napiszę jeszcze jedno. Nie sądzę, aby obie imprezy były warte zainwestowanych w nie pieniądze. Inaczej mówiąc, obawiam się że się nie zwróciły i Bydgoszcz jako miasto straciła finansowo na organizacji EuroBasketu i Eurovolley`a.
Czy Bydgoszcz "straciła" na tych imprezach? NIE.
nawet jeśli rachunek zysków i strat liczonych dzisiaj wychodzi na minus. Dlaczego - jednak w świecie sportowym było o Bydgoszczy głośno. Każda impreza sprawnie zorganizowana gdzieś tam w pamięcia menadżerów sportu i marketinowców sportu (potencjalnych sponsorów) zapisuje miasto nad Brdą. I taka pamięć prędzej czy później zaprocentuje. Nikt nie organizuje (czytaj nie zaryzykuje) dużej imprezy za jeszcze większe pieniądze w miejscowości bez "historii" i doświadczenia.
Wejściówki na cały dzień jako jedyny "produkt" to błąd - nawet jeśli kosztowałyby o połowę taniej, to praktyczny POMORZAK chcący obejrzeć tylko jeden mecz i tak miałby poczucie zmarnowanych 2/3 pieniędzy - a więc czułby się nieswojo. A nikt tego nie lubi. Tak więc oczekiwanie, że ktoś zapłaci kasę za to, by za chwilę źle się z tym czuć, jest nie do końca rzemyślanym działaniem.
Nie byłem, nie widziałem na żywo. Ale cieszę się, że się odbyły w moim mieście. I czekam na kolejne imprezy mistrzostw Europy i Świata w mojej Bydgoszczy
Dokładnie takimi samymi słowami chciałem odpowiedzieć Maciejowi. Jeśli pieniądze nie wróciły do nas od razu, to jest duża szansa, że wrócą w przyszłości.
Panowie, po trosze z Wami się zgodzę, bo niewątpliwie jest to promocja nie do obliczenia w złotówkach czy innej walucie, ale ...
Ale nie jeśli chodzi o koszykówkę czy siatkówkę. Nie w wydaniu bydgoskim. Bydgoszcz od zawsze była kojarzona z żużlem i piłką nożną. Koszykówka i siatkówka miały ściśle określoną liczbę zapalonych kibiców. Hale na Królowej Jadwigi i Glinkach czasami pękały w szwach, ale to max na co stać bydgoszczan jeśli chodzi o frekwencję. Jest szansa, że w przypadku siatkówki to się zmieni, Chemik ( Delecta ) ma najsilniejszą drużynę w swojej historii. Zobaczymy na ile w obliczu dużego zainteresowania siatkówką będzie się wypełniać Łuczniczka. Tak jak pisałem wyżej koszykarze Astorii nie mogli liczyć na pełną halę, a były to czasy kiedy kosz mimo wszystko był bardzo popularny w Polsce, mimo że od Mistrzostw Świata w Hiszpanii minęło kilka lat.
Od kilku lat promowane jest w regionie i całej Polsce hasło "Bydgoszcz miastem sportu". Uważam, że miasto zrobiło błąd idąc w ilość a nie jakość. Póki co nie widać, aby w bydgoskich sport inwestowali nowi sponsorzy, a imprez rangi mistrzowskiej czy międzynarodowej w Bydgoszczy nie brakuje. Cieszę się, że Bydgoszcz gościła koszykarzy i siatkarki, ale nie wiem czy nie lepiej byłoby zainwestować te pieniążki w bydgoskie drużyny. No ale może się mylę ...
Ale tu nei chodzi o to, czy dana dyscyplina będzie popularna w mieście. Najważniejsze jest w tym wszystkim dobre słowo (lub po prostu) o Bydgoszczy, które idzie w eter, wyrusza w świat razem z zawodnikami, podczas transmisji, czy choćby relacji. Spójrzcie proszę na poniższy link
http://basket.blog.lemonde.fr/2009/09/12/eva-longoria-dechaine-les-passions/
pewnie i jest to tylko jakiś mało znaczący blog, ale zauważcie, że pojawiła się w nim nazwa Bydgoszcz i to w pozytywnej aurze (bloger dobrze pisze o dwóch przedstawiceilach Radia Gra, którzy zrobili koszulki specjalnie dla Evy Longorii, żony franuskiego rozgrywającego, lecz ona niestety nie dotarła do Bydgoszczy, bo musiała po pierwszej rundzie wracać do USA). Takich mały i wielkich mediów, choćby, wymieniających nazwę Bydgoszcz było wielu i można się tylko zastanawiać, czy lepsza taka forma promocji, czy jednka większy skutek odniosą reklamówki telewizyjne typu "Swist, gwizd, przeleciało, kolorowo, słodko, żywiołowo i Bydgoszcz jest fajna - visit us".
Mój obiektywizm co do sportu nie moze być... obiektywny, a to z tego powodu, że już ok. 35 lat śledzę różne wydarzenia sportowe i pewne nazwy są dla mnie nierozłącznie związane ze sportem (nawet wydobycie surowców na geografii wiązałem z nazwami klubów :) Niemniej rzuć sobie skojarzenia co do pewnych niewielkich miast: Płowdiw, Lahti, Lonigo, Spała, Mendrisio (najświeższe). Ja nei mam z nimi innych niż sportowe.
Reasumując, sport jest dobrą drogą do promocji nieznanych miast. Musi jednak zawsze być robiony z głową, ale wiem, że niestety że dyktat związków sportowych (krajowych, europejskich, światowych) jest czasami wręcz bezczelny.
A sport w Bydgoszczy? Moim zdaniem mamy obecnie zbyt wiele klubów zbyt wysoko w rozgrywkach. Nieproporcjonalnie do możliwości sponsorów.
Generalnie podzielam Twoje stanowisko, też zasadniczo nie jestem obiektywny, mam podobne skojarzenia itd itd. więc może mam zły punk widzenia.
można rozpatrywać pod dwoma względami. Tym promocyjno-biznesowym dla miasta i typowo sportowym dla bydgoszczan. Ja bardziej skupilem sie na tym drugim. Na pewno Bydgoszcz została zauważona i może to się opłacić... w przyszłości. Sport jednak jest dla kibiców, a niestety tych czynnych było bardzo mało, a niestety wielu było takich, którym po prostu latało, że coś się odbywa w Łuczniczce. A byli i tacy, co myśleli, że to jedna, taka długa impreza się odbywa :) No a sport, to nie tylko wymiar biznesowy i promocyjny dla miasta...
http://www.mmbydgoszcz.pl/3721/2009/9/30/bydgoszcz-w-miesieczniku-voyage?category=interwencje