zima?
nadejście zimy, a szczególnie tej niespodziewanej (od kilkunastu lat zwykła zima w Polsce (vulgaris) wypierana jest przez zimę nagłą (rapidus)), która to najczęściej przychodzi gdzieś w grudniu lub styczniu, wywołując oznaki zaskoczenia w populacji kierowców, którzy to usiłują ją odczarować. W tym celu zbierają się w wyznaczonych miejscach i odprawiają jakieś rytułały przy dziwnych okrągłych przedmiotach z czarnej mieszanki kauczuku i sadzy.
O zaskoczeniu zimą, a raczej faktem że "zimą jest zimno" jesteśmy przekonywani każdorazowo w relacjach z setek stłuczek, kiedy to kierowcy z wyrazem osłupienia na twarzy relacjonują, jak to samochód zkręcił bączka na wiadukcie przy prędkości 120 km/h i jak to po wcisnieciu hamulca zaprezentował własciwości jezdne równe fortepianowi puszczonemu z górki.
Ale jest coś, co zaskakuje kierowców przez cały rok na okrągło. Pewna, wcale niemała grupa kierowców, zaskakiwana jest przez to coś regularnie, zawsze i wszędzie, o każdej porze roku i dnia lub nocy.
To paskudne coś to "zielone światło".
Tak, to z definicji przyjazne, uspokajające w swej barwie, pozytywne i konstruktywne w wymowie i znaczeniu, zielone światło sygnalizatorów.
Ono dla tych kierowców zawsze jest zaskoczeniem - zapala się nagle i niespodziewanie, tak naprawdę w sposób złośliwy. Reakcja bywa zawsze taka sama.
Taki delikwent, czesto popędzany klaksonami zniecierpliwionych i bardziej uważnych wyznawców moto, w pełnych paniki i braku koordynacji ruchach zaczyna szukać dźwigni zmiany biegów. W tym celu dotyka i maca wszystkie wystające części w okolicach kierownicy. Następnie, po usłyszeniu strasznego chrobotu przypomina sobie, że należy równocześnie wcisnąc sprzęgło. Po doświadczalnym wykluczeniu 2 pedałów naciska ten właściwy, trzeci. I w końcu rusza, goniony przekleństwami tych wszystkich, którym własnie przed nosem zapaliło się juz czerwone światło.
Kończę, bo muszę jechać. Tylko gdzie są moje kluczyki?


Ale się uśmiałem ,czytając twoje ( wypociny) -sory to pozytyw.Czytało się jak krótki kryminał.Świetne !.Bardzo dosadne i proste w czytaniu.Bez filozofii i zakamuflowanego sarkazmu.Tak właśnie czasami jest jak opisujesz.No może z lekką przesadą.