*

Dzień z życia kobiety.

Dodane 2008-10-06 15.17, komentarzy 15 - dodaj komentarz Miejsce: Bydgoszcz Tagi: kobieta rodzina życie codzienne

Jako mała dziewczynka widziałam świat w różowych barwach. Nie mogłam doczekać się dorosłości. Każdemu dziecku wydaje się, że życie dorosłego to prawie same przyjemności, bo przecież nie obowiązują już żadne zakazy i nakazy. Można chodzić gdzie się chce i z kim chce, oglądać filmy dla dorosłych i nie potrzeba się uczyć. Wiadomo - trzeba pracować, ale co to w porównaniu ze szkołą, przecież za to płacą i można w końcu robić to o czym się marzy. I tak marząc o dorosłości mija nam beztroski czas dzieciństwa.

Teraz jestem dorosła i tęsknię za dzieciństwem bo życie nie jest takie różowe jak się wydaje dziecku. Niby już wszystko mogę, ale co z tego? Nie mam czasu, a nawet często siły na przyjemności. Mój dzień zaczyna się o godz. 4.30, bo trzeba dzieciom przygotować śniadanie i kanapki do szkoły i zdążyć do pracy. Praca planowa w godzinach 7-15.30, ale to niestety jest nierealne, więc często wychodzę z niej dopiero ok.17. Potem zakupy i obładowana siatkami wracam do domu. A w domu - karmienie rodziny, sprzątanie, pranie, prasowanie, przygotowanie obiadu na następny dzień, no i też trzeba nieraz pomóc w lekcjach dzieciom. Później kolacja i przygotowanie pociech do snu. Mój dzień kończy się ok.23.30. I gdzie tu znaleźć czas na przyjemności? Na czytanie książek, które kiedyś pochłaniałam pasjami? Jak wygospodarować czas na aktywne "bycie z dziećmi" czyli wspólne zabawy, czytanie, spacery? Przecież z psychologicznego punktu widzenia jest to niezbędne dla ich prawidłowego rozwoju. Jak mama i żona ma być radosna jak nie ma siły się uśmiechnąć? Jak ma z mężem pójść chociażby do kina jak on też wraca po pracy zmęczony, bo żeby zapewnić rodzinie godziwy byt pracuje od rana do wieczora? Kiedy padam na nos ze zmęczenia to myślę o tym, że niepotrzebnie kobiety walczyły o równouprawnienie, bo jeśli zajmowałabym się tylko domem i dziećmi byłoby mi lżej. Ale z kolei jak pomyślę, że miałabym być typową "kurą domową" i "siedzieć" tylko w czterech ścianach, nie realizować się zawodowo i moje być albo nie być zależałoby tylko od męża - to też tak nie chcę.

Już wiem czego chcę - chciałabym być znów dzieckiem... no ale to już niestety niemożliwe.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Ewa Stołowska Ewa Stołowska
Dziecko. Dodane

Podobno można je w sobie pielęgnować (ale przypominam o tym z pozycji kobiety jeszcze nie tak obłożonej obowiązkami).
Dla równowagi polecam (mimo braku czasu, chociaż kilka stron co parę dni:) ) "Biegnącą z wilkami" C.P. Estes. Udowadnia, że mimo szalonego pędu nigdy nie jest tak, że wszystko już stracone.

pogoski pogoski
Life is brutal i full of zasadzkas Dodane

To także z dzieciństwa. A Ty wpadłaś w jedną z zasadzek. Problem tej pułapki jest tak złożony, że krótkim komentarzem można zrobić więcej krzywdy niż pożytku, ale spróbuję wyjawić taki mój prywatny pogląd. Pogląd ten bazuje na doświadczeniu - skromnym, ale zawsze lepsze małe doświadczenie niż teoretyzowanie "na sucho".

Tak na szybko trzy powody braku czasu u Ciebie

1. Praca
Dlaczego tyle czasu w niej spędzasz? Nieumiejętnośc zrobienia czegoś w tym noominalnym czasie? Niemożność zrobienia zadań w 8 i pół (?) godzinach? Szef tyran? Tak lubisz tę pracę? Nie chcesz zmienić na inną?

2. Obowiązki domowe
Dzieci są jeszcze za małe, żeby sobie zrobić śnadanie, żeby pomóc w domu? Mąż także nie pomaga w domu, w porzadkach, w gotowaniu, zakupach? Tutaj nie napiszę, żeby zmienić na innych :-)

3. Ambicje
Według jest to największy powód braku czasu. "Ja, przykładna żona, chcę, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku, żeby dzieci wstawaly na gorącą jajecznicę i świeżutkie bułeczki, po które trzeba pójść o 5.00 do piekarni, mąż wypijał gorącą kawę z rana, żeby wracali na co dopiero ugotowany obiad, żeby wszystko było wyprane, uprasowane, posprzątane, ugotowane, upieczone, wyszykowane..."
Tak się nie da! I, choć jest to jak najbardziej godne pochwalenia, po dłuższym zastanowieniu i przeanalizowaniu efektów takich zapędów, człowiek dojdzie do wniosku, że to jest... wada. Przecież latasz z wywieszonym językiem całe popołudnie. Mężowi odbąkniesz na pytanie o dzień w pracy. Dzieci odeślesz do pokoju, bo musisz dokończyć sałatkę i posprzątać. W końcu wieczorem w łóżku, albo Ty zaśniesz z wyczerpania, albo mąż nim Ty zdążysz wszystko przygotować. I po co taka żona w domu? Po co taka matka? A kto to w ogóle jest? To ta pani, co się cały dzień krząta, żeby wszystko było fajnie. Niby dla nas, ale to nie jest NASZA matka i MOJA żona. Teoretycznie mogłaby to być każda kobieta.

Brutalne? Oczywiście to nie o Tobie, Mari. Zresztą bardzo przejaskrawione. Ale znam kilka przypadków, które mają coś z takiej kobiety zbyt dużo pracującej.

Sytuacja idealna taka, gdy wszyscy sobie w domu pomagają. Gdy mąż coś ugotuje, posprząta, Gdy dzieci są już na tyle duże, że się sobą zajmą, poskładają swoje zabawki i pomogą np. w kuchni. Ale nawet, gdy tak nie jest, trzeba czasami odpuścić. Nic się nie stanie, jeśli mycie łazienki przesunie się o dwa dni, że czegoś się nie przyszyje akurat dzisiaj. A przede wszystkim, jeśli się powie reszcie rodziny, że jutro na obiad będzie pizza/chińska patelnia/spaghetti z paczki. Moja córka np. przyjęłaby z radością, gdyby na obiad była parówka i grzanki z serem. I już półtorej godziny zaoszczędzone, żeby wyjść na spacer z dzieckiem lub się z nim pobawić. Oczywiście, nie codziennie. Taki przyjemny i pożyteczny wyjątek.

Jak znaleźć złoty środek? Kiedy odpuścić? Zapytaj się rodziny, czego od Ciebie oczekuje. Wsłuchaj się pragnienia najbliższych. Czy wolą byś była z nimi, czy tylko dla nich. Znajdź czas na zabawę z dziećmi, na trochę szaleństwa z mężem - znowu poczujesz się jak dziecko. I wszyscy będą szczęśliwi.

Amen.

Puk, puk, puk...

:-)

pogoski pogoski
Aha Dodane

Mi się w dużej mierze udało, stąd to moje całe "mądrzenie się" :-)

RIKO RIKO
TAAAAKKK Dodane

Nie wiem co Ci poradzić ani jak skomentować .Mam podobnie-no może póżniej wstaję .Ciągły pościg od rana do wieczora.Wiem kiedy będziesz miała trochę czasu -jak wygrasz w totka i to sporo.Trzymaj się i nie daj się temu krótkiemu życiu.Pozdrawiam.

MARI MARI
Dużo jest w tym co piszesz prawdy. Dodane

Trochę zabija mnie ambicja i perfekcjonizm. Walczę z tym, ale jest mi trudno, bo tak zostałam wychowana, albo może inaczej - mam to pewnie w genach. Wiem, że w takim tempie nie da się długo żyć i tracę na tym nie tylko ja, ale przede wszystkim rodzina. Nie chcę być zrzędzącą i wiecznie zmęczoną żoną i matką. Chcę być nadal tą beztroską i uśmiechniętą dziewczyną, którą byłam kiedyś. I na razie mi się to udaje - tylko jak długo? Obdzielam rodzinę różnymi obowiązkami, ale... no właśnie - tu daje o sobie znać mój perfekcjonizm. Mąż posprząta tą przysłowiową łazienkę, ja uśmiecham się do niego z wdzięcznością i cała rozpływam się w pochwałach, a po kryjomu biegam ze szmatą i poprawiam :) Dzieci poukładają poprane rzeczy w szafach, a ja w wolnej chwili idę to zrobić po swojemu :) itd. itp. Trudno jest z tym walczyć, ale staram się. Właśnie teraz siedzę i nic nie robię, a właściwie robię sobie małą przyjemność pisząc...Dzieci śpią, mąż robi sobie kolację po przyjściu z pacy, a ja odpoczywam.

pogoski pogoski
szybkie rozpoznanie choroby Dodane

Zdaniem o sprzątaniu po mężu dopełniłaś całości. Wyłonił się wzorcowy obraz tego klinicznego przypadku. To trzeba leczyć. Dobrymi chęciami i siłą rodzinnej miłości. Połową sukcesu jest to, że widzisz, gdzie leży problem. Druga połowa przed Tobą. Oby nie było za późno, o czym zresztą wiesz i piszesz.
Powodzenia.

ALDI ALDI
życie kobiety Dodane

Jesteś na pewno przyzwyczajona do tego rodzaju życia - jak każda z nas. Poradzisz sobie i nie myśl tak na czarno.zawsze może być gorzej.Trzymam kciuki.

MARI MARI
Dziękuję Wego i Pogoski. Dodane

Ja wiem, że zawsze może być gorzej i mnóstwo kobiet tak ma. Wiem też, że muszę zmienić co nieco w moim życiu. I... powoli zmieniam, ale pewne nawyki trudno tak od razu wykorzenić. Wiem, że jestem na dobrej drodze, tylko ona jest długa i trudno znaleźć na niej jakieś skróty. Dzięki Bogu nie jestem jeszcze zrzędą i pomimo częstego zmęczenia została jeszcze we mnie radość życia. Mam wspaniałe dzieci i cudownego męża - więc mam dla kogo szukać tej trochę zagubionej we mnie dziewczynki:)

karolek karolek
Mari, dziewczyno, coś spróbuję dorzucić od siebie. Będzie bolało, ale cel jest szlachetny. Dodane

1. Syndrom anankastyczny, czyli nerwica natręctw (ten Twój perfekcjonizm). Ale to się leczy.
2. Żeby innym pomagać, trzeba być chociaż trochę, chociaż czasami egoistą. Jeśli Ciebie nie będzie, jak pomożesz członkom Rodziny?
Byłabyś jeszcze lepsza dla otoczenia, gdybyć była bardziej zadowolona ze swojego życia. A jak możesz? Pomyśl trochę o własnych potrzebach i ovprzyjemnosciach dla siebie. Wtedy inni dostaną od Ciebie więcej (uśmiechu, radości, szczęścia,...)
W przypadku dekompresji samolotu najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, potem dopiero dziecku. Egoizm? Pragmatyzm.
3. Co mówią o Tobie członkowie Rodziny swoim znajomym?
Co mówi mąż kolegom? - moja żona jest świetną gospodynią, mam czysto, mam ciepło. Mam super robot domowy. Impreza? nie, to nie dla mojej żony. Ona tylko praca, dom, praca, dom - taka "żona" domowa. Nuda.
Co mówią Twoje dzieci o Tobie swoim koleżankom i kolegom?
Jakie Twoja mama ma hobby? zmywanie i prasowanie. Jakie Twoja mama ma osiągnięcia? Prasuje 9 koszul w pół godziny jedną ręką a drugą w tym czasie robi 89 pierogów. Jakaś najbardziej ekscytująca rodzinna przygoda? To jak mama raz zaspała 7 minut a później wróciła z pracy 4,5 minuty póxniej, to w domu panował chaos.!!!!!
Czy Twoja Rodzina naprawdę potrzebuje tylko takiej Ciebie?
pozdrawiam serdecznie

pogoski pogoski
ajajajaj Dodane

A ja tak delikatnie to samo napisałem. Czasami jednak brutalne potraktowanie sprawy lepiej trafia do ludzi. No to teraz MARI ma przynajmniej wybór :-)

karolek karolek
nie brutalne, ale bezpośrednie. Dodane

Ale czasami tak trzeba. A Mari rzeczywiście może wybrać (formę oczywiście).

MARI MARI
Każda forma jest dobra... Dodane

... byle trafiła do adresata. Do mnie dotarły obie:) Karolku - na szczęście jeszcze tak źle ze mną nie jest, ale jak czegoś prędko nie zrobię to jest całkiem możliwy albo nawet pewny scenariusz. Na razie jeszcze się śmieję, żartuję i na imprezy z mężem chodzę ochoczo. Ale już niestety mam gorsze dni i to mnie zaczyna przerażać, bo wiem, że to "zmęczenie materiału" daje o sobie znać ;)

Karolina Eljaszak Karolina Eljaszak
a ja w obronie kur domowych Dodane

czy nie za często poniża się "kury domowe"? spójrzmy na to inaczej. są kobiety, które to lubią. ich życiem jest zajmowanie się domem, wychowywanie dzieci, gotowanie smakołyków. bo satysfakcją dla nich jest uśmiech męża, zaufanie dzieci, dom, na który inni patrzą z podziwem, zdrowa atmosfera w rodzinie. te kury domowe wcale nie muszą być zapuszczone, otyłe, zmarkotniałe. Tak, to możliwe - można realizować się w sprzątaniu i gotowaniu. I to nie jest wcale złe. Ważne, że robi się to, co sprawia przyjemność.

Może zamiast szukać ucieczki od obowiązków, od których już MARI nie uciekniesz, bo same je sobie narzucasz, warto spróbować czerpać z tego więcej przyjemności. Propozycja: zamiast gotowania i sprzątania po nim, wynieść się na raz na jakiś czas na obiad na zewnątrz? Moi rodzice udowodnili mi, że obiad zimą z ogniska to pyszna, przyjemna, szybka - słowem: rewelacyjna - sprawa. Uprzedzam, zorganizowanie ogniska nie musi być całodniową wyprawą, a pomysłów na dania jest więcej niż kiełbaski i kiełbaski nacinane.

Wówczas sukcesem takiej mamy nie jest prasowanie 9 koszul w pół godziny, ale wytwarzanie świetnej rodzinnej atmosfery. I publikowanie na MM oczywiście! [ależ jestem..;]

Oto mój pomysł, bo jestem przekonana, że nie sposób przekonać Cię, że zmywanie może poczekać do jutra... :)

pogoski pogoski
nie, ale tak Dodane

Karolino, przecież właśnie o tym napisaliśmy z Karolkiem i przede wszystkim odnieśliśmy to do konkretnej osoby - MARI. Przecież sama napisała, że ona nie chce być kurą domową. Przecież napisała, że sprawia jej to coraz mniej przyjemności (albo inaczej: ta przyjemność jest coraz bardziej męcząca).

I uwierz mi, że do typowej kury domowej nie trafi pomysł z ogniskiem, bo to będzie strata cennych minut - w tym czasie tyle rzeczy można zrobić w domu :)

No i taka kura domowa może i jest szczęśliwa sama ze sobą. Ale już rodzina wcale nie musi być z tego zadowolona.

karolek karolek
Mari jest dużą dziewczynką. Dobrze zrobi. Ważne, że zauważyła. Dodane

Ale pamiętajcie o jednym, wszystkie kochane, ciężko pracujące kury domowe - wyobrażenia o sczęśliwym domu muszą się "zgrać". Wszyscy członkowie rodziny muszą nadawać na tej samej fali.
Najgorsza sytuacja dla Mari byłaby wtedy, kiedy po latach ciężkiej harówy na kilka etatów (praca, dom), już trochę zmęczona ale świadoma wyrzeczeń i poświęceń, usłyszy od kogoś z domowników, że to wcale nie było potrzebne, że chyba robiła to dla siebie, dla zaspokojenia własnych wyobrażeń i potrzeb, że niech nie oczekuje teraz za to wdzięczności, że on zawsze chciał/potrzebował trochę inaczej zachowującej się żony/matki, ...... .
Wiem, co piszę. Moja Mama pracowała za ciężko - często wbrew głosom całej rodziny. Zawsze musiała "doprasować" , "dosprzątać". Teraz, to ona też już to wie i razem się z tego śmiejemy. Ale co straciła, tego już nie wrócimy. Możemy jedynie "nadrabiać". A szkoda każdej minuty.

Dodaj swój komentarz:

MARI

MARI

X Miejsce w rankingu

Bydgoszczanka od urodzenia; uwielbiam: dobrą muzykę, dobre kino i dobrą kuchnię:)