*

Miasto sportu

Dodane 2008-04-11 21.40, komentarzy 6 - dodaj komentarz Miejsce: Glinki, Wzgórze Wolności, Babia Wieś Tagi: sport pogoski

Musiałem dwa dni ochłonąć, żeby napisać ten tekst. Nie znaczy to, że już się czuje dobrze. Wcale nie. Co więcej, czuje się nawet gorzej i te moje gorsze samopoczucie non stop podsycam. Zakrawa to na masochizm, ale mam wyłączyć telewizor? Mam przestać czytać wiadomości sportowe? To by bolało nie mniej. Właśnie teraz na szklanym ekranie Bełchatów ogrywa Częstochowę w Polskiej Lidze Siatkówki (choćby w tym finale Chemik ogrywał). Ale to nie to mnie boli, bo nie czuje się związany z Jasną. Górą. Ja się czuje raczej związany z jasną cholerą, z miastem, w którym sport upadł. Z miastem, w którym sport ma postać wykrzywionego biegacza na ulicach i najbardziej symptomatycznym jest ten z pokraków, który pomylił drogę – myślę tu o biegaczu z ulicy 3 Maja. Wszyscy biegną na Zawiszę, a jeden postanowił wyrwać się z owczego pędu i skręcił w stronę przeciwną. A może to uosobienie naszego prezydenta, tego, który tak krzyczał o mieście sportu? Taki jego mały, ale własny pomnik. I pewnie trochę podobny w posturze (no bo to taki przygięty, trzymający się za krzyż) i przede wszystkim w podejściu do życia. Czy ci nasi biegacze są tacy brzydcy, bo sponsora zabrakło na lepsze rzeźby, czy pomysłu. To zupełnie tak samo jak z naszymi klubami. W nich właśnie brakuje i pieniędzy i wizji.

Sport w dzisiejszych czasach jest okrutny. Bardzo okrutny. Kapitalistyczny i krwiożerczy. Nawet Maldiniemu, Casillasowi i Raulowi prezesi muszą zapłacić za to, by pozostali w klubach, w których grają od dziecka. A tym bardziej mamoną trzeba skusić zawodników-najemników. Oni patrzą na cyferki. Im ich więcej, tym bardziej ich to przyciąga. A tych cyferek w bydgoskich klubach brak. No i brak nam klasowych zawodników. Kilku można sobie wychować (vide: siatkarki Pałacu), ale to nie wystarcza do walki o mistrzostwo kraju. Dlatego pozostaje mi oglądać siatkówkę z tak wielkich ośrodków miejskich, jak Bełchatów i Częstochowa. Co prawda właśnie się zakończyła demolka za publiczne pieniądze, gdzie wspomagani z budżetu energetycy wygrali z zupełnie rynkowymi metalowcami od śrubek i gwoździków, i można zwątpić w to by w Bydgoszczy, gdzie największymi państwowcami wspierającymi sport są Bank Pocztowy i KPEC, można było zbudować sport na wysokim poziomie na wiele lat. Wierzmy jednak, że tak się kiedyś stanie. Że znajdzie się sponsor widzący w sporcie medium dla swojego biznesu. Ostatnim był właściciel firmy Wody Mineralne Ostromecko, który jednak zniknął z horyzontu, gdy mu się skróciło nazwisko do B. Od tego czasu, czyli od trzech lat, mam tylko drobnych ciułaczy, wspomaganych grantami od budujących się marketów i przymuszanych przez miasto państwowych dobroczyńców (ja też czynię dobro, płacąc podatki). I co nam uciułali ostatnio? Ano nasze drużyny kolektywnie są bliskie pozbawienia naszego miasta sportu na najwyższym poziomie. Z ostatnich dwóch drużyn, walczących o mistrzostwo Polski, siatkarze już są jedną nogą w niższej lidze, a siatkarki właśnie zaczęły przegrywać z najsłabszą drużyną po rundzie zasadniczej. Tak oto w od czerwca będziemy się emocjonować walką o awanse, a nie mistrzostwo.

A teraz takie tendencyjne, pobieżne resume (wg kolejności chronologicznej odnoszonych sukcesów):

Pałac Bydgoszcz (siatkówka) – nazwę zespołu pozbawiłem wątpliwej jakości ozdobników, bo sponsorzy przez ostatnie lata się zmieniali (oprócz Centrostalu i Banku Pocztowego, ale ci drudzy to dobrowolnie nie sponsorują sportu) i nie bardzo należy sukcesy przypisywać właśnie im. A więc rzeczony Pałac najdłużej trzymał fason. 15 lat temu zdobyte mistrzostwo już dawno odeszło w zapomnienie. W międzyczasie kilka sukcesów juniorek (i za to chwała Panu Saganowi), mniejsze sukcesy seniorskie, utrzymywanie się w górnej części tabeli i… zaczęli Panowie oszczędzać w tym roku. No i tak przyoszczędzili, że niedobitki, które zostały w klubie, wzmocnione chorą Plutą i chimeryczną Cekovą, potykają się na zespołach, które dostarczały im w zeszłych latach zawsze po 3 punkty.

Chemik Bydgoszcz (siatkówka) – najwyższą klasę rozgrywkową opuści jako przedostatni. Długie lata w niej „chemicy” się nie nagrali. Ot, dwa sezony. I to wcale nie za bydgoskie, lecz za włocławskie pieniądze,. Dziura wspiera dziurę. Jeden klasowy zawodnik, Janczak, banda przeciętniaków (nawet dobrych, bydgoskich graczy się pozbyto) i wątpliwy zaciąg zza południowej granicy. W ten sposób za wszelką cenę od dwóch sezonów staramy się przebić piłkę na drugą stronę siatki, a ona wraca ze zdwojonym impetem.

Polonia Bydgoszcz (żużel) – oni już spadli. Oni się kilka dziesięcioleci szczycili wieczną walką o mistrzostwo (zakończona 7 razy sukcesem). Oni także zostali pogrążeni brakiem pieniądza. Ja wiem, że było trudno. Wiem, że trzeba było oszczędzać. Ale Pan Tillinger trochę przesadził. Gdy inne zespołu wyczyściły rynek z klasowych zawodników w 2007 roku, my się właśnie pozbyliśmy mięczaka Protasiewicz i trzeba było objechać cały sezon z zespołem, który zakopywał się na pierwszym łuku. Można zrzucić część niepowodzeń na kontuzje, zwłaszcza Jonssona, ale, gdyby zawczasu zbudować wyrównany skład, nie trzeba by potem tłumaczyć się przez kibicami z pierwszego, historycznego spadku.

Astoria Bydgoszcz (koszykówka) – gdyby za dzikie karty można było kupić mistrzostwo Polski, to i pewnie by się udało pupilkom Dombrowicza. Oczywiście, jeśli dobrze z by się doliczyli pieniążków, bo w kwestii finansowania zespołu to im się nie udało. Utrzymanie zespołu na najwyższym poziomie okazało się zbyt dużym obciążeniem dla miasta po wylaniu się ostromeckiej wody. Zawodnicy przyszli, zawodnicy odeszli. Kibice, którzy zaglądali na Łuczniczkę (czasami było nawet miło) już zapomnieli o koszykówce, bo na II ligę (vel III liga) chodzić im się już nie chce.

Zawisza Bydgoszcz (piłka nożna) – dla najmłodszych kibiców pierwszoligowa piłka nożna w Bydgoszczy jawi się, jak mi przez wiele lat awans biało-czerwonych na mistrzostwa świata – kiedyś to było, ale już całe pokolenie wyrosło i nic się nie zmieniło. Importowane były drużyny z innych miast (Konin, Włocławek) i albo zespół padał naturalnie (ten koniński) albo nienaturalnie, co także ostatnio okazało się być czymś naturalnym (ten włocławski). Potem był sobie sponsor, co go pobili i trochę odechciało mu się budować wielką piłkę, a teraz menedżerowi przeszli się po Bydgoszczy z tacą i trochę uzbierali na czwartoligowego pogromcę wiejskich przeciwników (żeby na stadion zespołu wchodziło więcej ludzi niż mieszkało w miejscowościach przeciwników…).

AZS Bydgoszcz (piłka ręczna) – ten klub też kiedyś miał pierwszoligowy zespół. Ale kto by pamiętał, kiedy to było. Wykażę się ignorancją i nawet nie będę szukał tego faktu, bo ja nie pamiętam – oglądałem tylko mecze drugoligowe. Pamiętam jednak jak w pierwszej połowie lat ’90 akademicy zdobyli mistrzostwo Polski juniorów. Z tego zespołu do dziś na wysokim poziomie gra tylko Szymon Ligarzewski (obecnie Kiper Piotrków Trybunalski – wcześniej medale m.in. ze Śląskiem Wrocław i Zagłębiem Lubin). Reszta się szybko skończyła, bo zaczęła pracować na życie i nie mieli szczęścia (a może aż takich umiejętności – Szymon w tamtym turnieju był ścianą nie do przejścia!) by inne kluby się nimi zainteresowali. A w Bydgoszczy „szczypiorniak” kuleje (dla mnie) od zawsze. I najlepszym tego obrazem jest często powtarzająca się sytuacja, że drużyna jedzie na mecz wręcz bez rezerwowych, bo tych zatrzymuje w domu szkoła, praca.

To tyle o klubach, które otarły się o mistrzowską walkę. Być może kogoś pominąłem. Być może kogoś teraz powinienem pochwalić. Być może upraszczanie sportu do rywalizacji drużynowej jest nadużyciem, ale to właśnie walka pięciu na pięciu, sześciu na sześciu, jedenastu na jedenastu itd., jest tym co najbardziej przykuwa uwagę kibica.

I życzę sobie tego, żeby mój pesymistyczny pogląd wyrażony powyżej, nijak się miał do rzeczywistości. Aby w niedzielę Chemik pokonał budowniczych z Wawki, a później pretendentów z niższej ligi. Aby trener Makowski udowodnił błąd działaczom, że go za wcześnie skreślili i poprowadził Pałac do zwycięstwa z białostoczankami, a później w barażu wybił z głowy LSK jakiejś pierwszoligowej drużynie. Aby poloniści (akurat mają na to największe szanse) kręcili te swoje kółka szybciej od przeciwników i szybko wracali na sobie należne miejsce w ekstralidze. Aby płynęła rzeka pieniędzy do kas klubowych, do drużyn, do zawodników i aby Ci wygrywali co tylko się da ku chwale swojej i Bydgoszczy – miasta sportu.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Karolina Eljaszak Karolina Eljaszak
wow Dodane

świetny tekst! bardzo dobrze się czytało. Smutny scenariusz dla Bydgoszczy może mówi o tym, że już będzie jedynie organizatorem wielkich imprez sportowych, a nie ich uczestnikiem... Co do Skry Bełchatów to wydaje mi się, że ona jest bardziej energetyczna niż górnicza, ale to szczegół. Chociaż pochwalę się, że jestem współwłaścicielem piłki z podpisami zawodników Skry, ale to bydgosko niepatriotyczne...

znajoma znajoma
Super Dodane

narybek. Piękna księżniczka:)))))

Piotr Piotr
świetny artykuł Dodane

Podobał mi się twój artykuł. Widać, że lubisz sport i siedzisz w tym trochę. Wylałeś dużo goryczy. Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie na temat sportu choć specjalistą nie jestem to brzmi ono.
Po co w jednym mieście rozwijać, aż tyle dziedzin sportowych. Wiadomym jest, że nie znajdzie się w regionie, aż tylu bogatych sponsorów. Dlaczego nie poprzestać na 2 góra 3 dziedzinach sporu, a i kibiców będzie więcej.

pogoski pogoski
prawda prwda Dodane

Karolino, już poprawiłem górników - mea culpa - rozpędziłem się i walnąłem byka :)

Piotrze, święta racja - żeby nie napisać książki, pominąłem kilka aspektów tej zapaści, ale właśnie to rozproszenie jest problemem i wiele razy zwróciłem na nie uwagę - to też przyświecało mi w tej interdyscyplinarnej wyliczance; w pewnym momencie Bydgoszcz miała jedną na jwiększych ilości pierwszoligowych drużyn ze wszystkich miast w Polsce, a jakie są możliwości naszego biznesu każdy wie

i chciałbym zaznaczyć, że to nie jet zgredowski tekst! ja naprawdę chciałbym, aby Bydgoszcz była miastem sportu i wręcz jestem naiwny w to wierząc, tak jak prez wiele lat byłem naiwny, że Polacy awansują do MŚ lub ME - i doczekałem się (po chorzowskim meczu z Norwegią byłem pijany ze szczęścia - jak dziecko)

Sebastian Błaszkowski Sebastian Błaszkowski
tekst Dodane

Świetny tekst, gramatycznie bardzo poprawny :))

karolek karolek
Miasto sportu - jeszcze nic straconego Dodane

Turnieje street basketu w parkach, rolkarze i cykliści w Myślęcinku, kajakarze w Brdyujściu i na Brdzie, na Balatonie, osiedlowe turnieje tenisa i międzyszkolen piłki nożnej, Biały Miś x 10, itd, itp. Takie zawody potrafią dostarczyć nie mniej emocji - a o to chodzi. A sport wyczynowy, z jego pięknem, siłą i potęgą, a także emocjami - może na ekranie plazmy? Za pieniądze pompowane w mizerne 3 i 4 ligowe klubiki pożal się Boże amatorów, co za grę biorą kasę, można zorganizować dziesiątki fajnych, emocjonujących spotkań drużyn prawdziwych amatorów w każdy weekend. Prawdziwe MIASTO SPORTU.

Dodaj swój komentarz: