Electric Light Orchestra powstała w 1971 roku jako zespół łączący rocka z klasycznymi elementami brzmienia orkiestry symfonicznej - może to połączenie sprawia, że oryginalność zespołu jest ponadczasowa.
Electric Light Orchestra The Former Members to jest obecna, oficjalna nazwa zespołu, w którego skład wchodzą Mike Kamiński i Louis Clark, którzy występowali zarówno w ELO jak i ELO Part II oraz Eric Troyer, Philip Bates i Gordon Townsend – mający swój duży udział w osiągnięciach ELO Part II. Od kwietnia tego roku z grupą występuje również basista Glen Burtnik, który zastąpił zmarłego na początku 2009 roku Kelly’ego Groucutta.
Publiczność zgromadzona licznie w bydgoskiej Łuczniczce entuzjastycznie reagowała na wszystkie kolejne utwory grane przez ELO - zespół zaserwował swoje największe i najbardziej znane przeboje. Ponad trzydzieści pięć lat są obecni na muzycznej scenie, a ich utwory wciąż porywają doskonałym połączeniem symfonicznych dźwięków i rockowej mocy, do tego stopnia, że publiczność z trudem trzymała się wyznaczonych miejsc siedzących na terenie Łuczniczki. W trakcie utworu "Ticket to the moon" pojawiły się nad publicznością pojedyncze płomyki zapalniczek, a szeroka rozpiętość wiekowa słuchaczy, ogromne brawa i w końcowe bisy chyba najlepiej świadczą o tym z jak wielką legendą muzyki mieliśmy do czynienia w czwartkowy wieczór i jak wielu fanów ten zespół ma w Polsce.
Zobacz też: Electric Light Orchestra - koncert legendy
Od redakcji: Przypominamy, że każdy z Was może zostać dziennikarzem obywatelskim serwisu MM Moje Miasto! Zachęcamy Was do zamieszczania artykułów oraz zdjęć z ciekawych wydarzeń i imprez. Piszcie też o tym, co Wam się podoba, a co Wam przeszkadza w naszym mieście. Spróbujcie swych sił w roli reporterów obywatelskich MM-ki! Pokażcie innym to, co dzieje się wokół Was. Pokażcie, czym żyje miasto.

Całkiem dobrze powychodziło parę rzeczy, zwłaszcza że ta nasza zabawa to było strzelanie fotek na czas przez przeszkody :)
Bo trzeba dodać, że kilku fotografów tłoczyło się na paru metrach kwadratowych i trzeba były uważać na towarzyszów niedoli oraz na widzów, którzy siedzieli obok lub za plecami i gotowi byli na kopach wysłać fotografów poza Łuczniczkę :)
właśnie - to "na kopach" szczególnie - a tak grzecznie i stonowanie pozornie publika wyglądała :) Towarzysze niedoli - prawda... ja przepraszam jak komu wlazłam :) Dzięki za odwiedziny :) Dziś sobie zrobię też taki sprint - ćwiczebny :)
jestem jak zawsze pod wrażeniem - fajne ujęcia, no i zazdroszczę bytności na koncercie tak kultowego zespołu. Niestety ja nie miałem czasu ani kasy :( a szkoda. Mam fajne wspomnienia z lat młodzieńczych związane z tym zespołem. Fotki superrr :)
:)