Panowie nie zawiedli. Młodzi, przystojni, utalentowani...
Bardzo doborowo dobrany repertuar w świetnych aranżacjach. Początek każdego utworu przenosił w inny świat: to rockowy, to jazzowy, to funkowy. Pierwsze takty jednak nie od razu zdradzały jaki utwór za chwilę zabrzmi na scenie. Każde wykonanie było bardzo profesjonalne. Od początku do końca. Widz-słuchacz często miał wrażenie, że artyści zamiast strun głosowych mają wbudowany instrument. Jeden z wykonawców, Illuk, opowiedział anegdotę o swym koledze z zespołu Karasie, którego to mama twierdzi, iż ten w dzieciństwie połknął strunę gitary i stąd to gitarowe brzmienie, które tak świetnie potrafi naśladować - zresztą jak każdy z członków zespołu. Każdy utwór poprzedzała, krótka opowieść to o zespole, to o danej piosence. Dzięki temu Audiofeelsi pokazali swą naturalność, normalność i poczucie humor.
Artyści znakomicie nawiązywali kontakt z publicznością. Zdecydowanie wiedzieli o czym śpiewają, co pokazała nie tylko interpretacja, ale także nienaganna wymowa angielska. Całe przedstawienie dopełniały efekty świetlne.
Po koncercie zespół podpisywał płyty, które można było zakupić w dzień koncertu. Koncert zdecydowanie wart był swej ceny, choć wydawała się ona dość wygórowana, jak na debiutujący zespół. Należy jednak wziąć pod uwagę miejsce, w którym się odbył. Opera Nova słynie z fenomenalnego nagłośnienia, jest zarazem wymarzonym miejscem na koncert wykonawców z dziedziny vocal play.
Zobacz też:





artykuł pierwsza klasa, bardzo profesjonalne podejście do tematu. czekamy na następne